W różnego rodzaju podsumowaniach noworocznych pojawiał się bardzo optymistyczny ton w ocenach dokonań polskiej kultury ostatniego czasu. Że w wielu dziedzinach dzieje się znakomicie, w filmie, w teatrze, mamy osiągnięcia, nawet zagranica nas dostrzega, słowem: artyści górą. Ładnie, pięknie – jak mówi moja mama, ale nie wiem dlaczego, jak słyszę tę propagandę sukcesu, to odzywa się we mnie duch przekory. A właściwie wiem, dlaczego, bo byłem świadkiem albo znam skądinąd fakty – niektóre może drobne, ale jednak psujące miły obraz. Bo polska kultura to również: Elitarna publiczność na czele z najwyższymi władzami państwowymi, która klaszcze po pierwszej części koncertu fortepianowego