Sylwester na Zamoyskiego

Sylwester postanowiłem spędzić w teatrze. Nie był to może szczególnie oryginalny wybór dla człowieka, który znaczną część wieczorów w roku przesiaduje w teatrze. Nie był to też gest solidarności z tym wszystkimi pracownikami, którzy pełnią swoją służbę, gdy inni beztrosko się bawią. Nie powiem, czym jeszcze nie było moje sylwestrowe wyjście do teatru, ale mogę zdradzić, gdzie i na czym byłem: w Teatrze Powszechnym na Kramie z piosenkami. Odruch serca nakazał mi, że rok 2017 trzeba skończyć na Zamoyskiego.

Przed budynkiem teatru tym razem zabrakło publiki, która w minionym roku w specjalny sposób tworzyła jego frekwencję. Widać akurat w Sylwestra dała sobie i innym spokój. Gdzie go spędzała – niech to pozostanie jej wolnym wyborem. Tak jak moim sylwestrowa wizyta w Powszechnym.

Przed wejściem na widownię oprócz biletów obsługa dyskretnie sprawdzała, czy wchodzący nie mają przy sobie niczego, co mogłoby stanowić zagrożenie. Jak wiadomo na jednym ze spektakli ktoś rozlał cuchnącą ciecz, co spowodowało spore perturbacje – duża sala była przez jakiś czas zamknięta.

Nie pamiętam, kiedy mi się zdarzyło w Teatrze Powszechnym, żebym nie napotkał nikogo znajomego. Być może dzień wcześniej na premierze zjawili się wszyscy, co zwykle chodzą do tego teatru.  Miałem jednak wrażenie, że część sylwestrowej publiczności nie do końca była świadoma, do jakiego teatru przyszła i czego się należy tu spodziewać. Prawdopodobnie tytuł na afiszu: Kram z piosenkami Leona Schillera dawał im nadzieję na przyjemny wieczór ze staroświecką rozrywką. Wśród widzów dominowali starsi państwo: panie w ciemnych sukniach i panowie pod krawatami, a nawet muszkami. Para siedząca obok mnie po zobaczeniu, jak wygląda scenografia spektaklu stwierdziła:

– To chyba nie będzie tradycyjna inscenizacja.

Ano nie była to kolejna powtórka Kramu a la Barbara Fijewska. Nie wiem zresztą, czy reżyserowi spektaklu w Powszechnym, Cezaremu Tomaszewskimu, niegdysiejszemu absolwentowi Wydziału Wiedzy o Teatrze, nazwisko tej zasłużonej inscenizatorki Kramu z piosenkami cokolwiek mówi. Zrobił przedstawienie po swojemu.

Trochę mi było żal, że mniej więcej po 15 minutach spektaklu kobieta szepnęła do swojego partnera:

– Ale się wkopaliśmy.

Oczekiwali czegoś zupełnie innego. Nie było ich winą, że dowcip tej inscenizacji Kramu z piosenkami do nich nie trafiał. Mógł się wydawać humorem rodem z teatrzyków ambitnych licealistów, którzy przerabiają klasykę na nice. Może jak przeczytają recenzję w Dwutygodniku, to im się zamysł reżysera wyjaśni. Chociaż chyba największą zagadką dla widzów stanowiło to, czy trzy wybrane z widowni osoby, które zostały wciągnięte na scenę, były podstawione, czy nie. Pani obok kategorycznie stwierdziła:

– Ja bym nie wyszła.

Trzeba jednak gwoli reporterskiej ścisłości stwierdzić, że część widowni kupiła konwencję spektaklu, zaśmiewała się z nieco surrealistycznych scen, z pozornie fałszywego śpiewu aktorów. Mógł nawet wzruszyć Andrzej Kłak, który przy akompaniamencie gitary basowej, wykonał słynną schillerowską Pelerynę. Może jej słowa pozostają anachroniczne, ale zawarta w nich emocja – nie.

Dziś ma peleryna, jak duchowie czarni

Włóczy się wciąż ze mną z szynku do kawiarni

A jam chciał raz, w biedzie, dla chlebnych rozkoszy

Jak Judasz ją sprzedać za trzydzieści groszy

Lecz, gdy handlarz rzekł mi, że na czapki/szmaty potnie

Z rąk mu ją wyrwałem besztając stokrotnie

Wziąłem ją na ręce, tuląc, jak dziecinę

I łzy gorzkie padły na mą pelerynę.

Gdy spektakl się skończył, aktorzy dopytywali się jeszcze, czy widzowie chcą bisu.

– PIS-u nie! – ktoś wykrzyknął, co chyba nie było efektem kłopotów ze słuchem.

Na bis wykonano kuplet dopisany przez Schillera do Kramu w 1949 roku – socrealistyczny w wymowie.

Po oklaskach na scenę wyszedł dyrektor Paweł Łysak, który złożył publiczności życzenia takie, jakie dyrektor Teatru Powszechnego powinien złożyć. Gdyby się spełniły, można by za rok Sylwestra spędzać w całkiem dobrym humorze. Anna Ilczuk dorzuciła swoje życzenia: miłości. Widzowie obdarowani przed wejściem małymi butelkami szampana otwierali je, korki strzelały, alkohol rozlewano do plastikowych kieliszków. W sumie wszyscy wyglądali na zadowolonych.

468 odwiedzin

Dodaj komentarz

Oznaczone pola są wymagane *.