Piłka czytana

Czytam całą prasę, która u nas wychodzi o piłce nożnej. Dwa miesięczniki, tygodnik „Piłka nożna” i teraz doszedł „Futbolnews”, który reklamuje się jako dziennik piłkarski, choć ukazuje się dwa razy w tygodniu. Po co czytam? – właściwie sam się zastanawiam. Jest to ten rodzaj nawyku, który niczemu nie służy, a trudno się odzwyczaić. Każdy ma pewnie jakiś rodzaj dziwactwa, któremu się oddaje bez szkody dla bliźnich. Pewien mój kolega – wzięty krytyk teatralny np. po nocach zajmuje się modelarstwem i to szczególnego rodzaju, mianowicie odtwarza siły zbrojne starożytnego Rzymu. Nawet mi to imponuje, bo jednak stoi za tym prawdziwa pasja i zgłębianie

Czytaj dalej

Szpakowska

W „Dialogu” czytam rozmowę na temat Warszawskich Spotkań Teatralnych. W dyskusji biorą udział nowi redaktorzy „Dialogu” oraz Małgorzata Szpakowska. To gadanie bardzo zabawnie się czyta. Bo młodzież przeważnie się mądrzy jak to młodzież. „Ifigenię” Zadary chwalą za „wykorzystanie dyskursów feministycznych i lewicowych”. W „Factory 2” odczytują „splot dyskursu władzy z dyskursem miłosnym”. Dyskurs – ukochane słowo dzisiejszych intelektualnych dyskursów. Przyjemność czytania tej rozmowy polega na tym, że na ogół nie zgadzam się z przedstawionymi sądami i ocenami. Ale mniejsza z tym. Jest jeszcze większa przyjemność. Gdyby wyobrazić sobie tę rozmowę jak dialog – nomen omen – sceniczny, to jest w niej

Czytaj dalej

Kleczewska

Czytam w „Gazecie Wyborczej” wywiad z Mają Kleczewską. W pewnym momencie powiada, że w teatrze potrzeba więcej realności. Żałuje w związku z tym, że nie mogła zaangażować prawdziwych schizofreników do spektakl „Marat/Sade” w Narodowym. Obawiam się jednak, że ten postulat „wprowadzenia realności” ujawnia tak naprawdę niewiarę w moc twórczą teatru. Dlaczego na przykład tyle przedstawień, realizowanych nawet przez tradycyjne, instytucjonalne teatry, granych jest w tzw. miejscach nieteatralnych? Tak jakby spektakl w nieczynnej fabryce, na dworcu albo w prywatnym mieszkaniu miał lepiej dotrzeć do widza. Widziałem wiele świetnych takich przedstawień, ale o ich wartości nie decydowało wyłącznie miejsce grania. To dążenie

Czytaj dalej

Filtrowa

Jechałem wczoraj Raszyńską i nagle zachciało mi się skręcić w Filtrową i zobaczyć pierwszy dom, w którym mieszkałem w Warszawie. To było ponad 30 lat temu. Pod numerem 62 na rogu Filtrowej i Asnyka. Nie byłem tam już dawno. Brama okratowana. Wtedy, kiedy tam mieszkaliśmy z rodzicami i z bratem, w bramie siedział dozorca, taki typowy warszawski cieć, który otwierał wejście i pilnował porządku. W nocy jak się wracało trzeba mu było parę groszy zapłacić. Dzisiaj w bramie jest domofon. Z bramy wychodzi się na długie podwórko, które z dwóch stron otaczają 4-piętrowe budynki. Pamiętam z tamtych lat, że w

Czytaj dalej

Napoleon

Dzisiaj różne święta i rocznice, a mnie się przypomniało, że 240 lat temu na Korsyce w miejscowości Ajaccio urodził się Napoleon Bonaparte. Może bym tego faktu nie pamiętał, gdyby nie to, że pamiętam swoje dzieciństwo i fascynację cesarzem, jaką wtedy przeżywałem. Doprawdy nie wiem, skąd mi się to wzięło. W telewizji nadawany był serial „Wielkie bitwy historii” i był odcinek poświęcony bitwie pod Waterloo. I chyba się od tego zaczęło. W połknięciu bakcyla pomogły książki Łysiaka. Dzisiaj ze zdumieniem obserwuję, co się stało z autorem „Cesarskiego pokera”, ale 30 lat temu chłonąłem wszystkie jego książki. Miały taki sensacyjno-popularyzacyjny charakter, więc

Czytaj dalej

Gassy

Ładny dzień, wolne w pracy, więc hajda na rower. Ruszamy spod pomnika Sobieskiego na ścieżce powsińskiej. Po prawej rośnie miasteczko Wilanów. Zdumiewające, że tych domów jest coraz więcej i więcej. Takie śliczne pudełeczka, równiutko poustawiane na wielkim polu. Ciekawe, że na parterach usługowych można spotkać głównie banki i bar sushi. Gdzie ci ludzie kupują chleb? W końcu osiedle zostawiamy za sobą. Dojeżdżamy do baru „Za płotkiem”. Barman, choć widzi nas drugi raz, wita się jakbyśmy byli stałymi bywalcami. Mówi na ty: co zamawiasz? Proponuje pomidory z mozarellą. Ale nie jest zdziwiony, gdy biorę karkówkę z grilla. Popas trwa z pół godziny

Czytaj dalej

Miłosz

Gdzieś przeczytałem, że mija 5 rocznica śmierci Miłosza. Nie wiem, czy to dzisiaj, mniejsza z tym. Przypomina mi się ten jeden z wielu świetnych jego wierszy, ale który lubię szczególnie. Nosi tytuł „Wyznanie”. Panie Boże, lubiłem dżem truskawkowy I ciemną słodycz kobiecego ciała. Jak też wódkę mrożoną, śledzie w oliwie, Zapachy: cynamonu i goździków. Jakiż więc ze mnie prorok? Skądby duch Miał nawiedzać takiego? Tylu innych Słusznie było wybranych, wiarygodnych. A mnie kto by uwierzył? Bo widzieli Jak rzucam się na jadło, opróżniam szklanice, I łakomie patrzę na szyję kelnerki. Z defektem i świadomy tego. Pragnący wielkości, Umiejący ją rozpoznać

Czytaj dalej

Słowo zapomniane

  Na stronie Dwutygodnika esej Marka Zaleskiego pt. „Słowo zapomniane”. To słowo to „piękno”. Ciekawe, że tak wiele osób związanych z szeroko pojętą kulturą upomina się o to słowo. Esej Zaleskiego jest erudycyjny, robi krótki przegląd co z pojęciem piękna się działo na przestrzeni czasów – od Kanta do Barthesa. Ale zamiast cytatu z cytatów zapisuję słowa samego Zaleskiego:  „A przecież obecności piękna doświadczamy co dzień i w sposób dojmująco rzeczywisty. Jest czymś zaskakującym i bez precedensu. Przez swoją naoczność i oczywistość każe nam myśleć o sobie jako rzeczy w swoim istnieniu pewnej. Potęguje w nas wolę istnienia, bo zwraca się do nas i oczekuje odpowiedzi. Oczekuje

Czytaj dalej

Białoszewski

Wróciłem do Białoszewskiego. Właściwie nigdy się od niego nie oddalałem za bardzo, ale ostatnio jest kilka okazji, by pobyć w jego świecie. Najpierw numer „Zeszytów Literackich”, po części jemu poświęcony, z fragmentem dziennika z 1982 roku, z pobytu w Stanach. Zapisuje w nim kontakty z Miłoszem, m.in. rozmowę telefoniczną: „Zwierzyłem mu się, że czuję się wobec niego gapowaty, intelektualnie nierozgarnięty. On na to, że mi trochę zazdrości mojego pisania połączonego z ulicą Warszawy. On tego nie miał, bo w jego stronach było się między językami. Polacy mówili jak gdyby językiem z kronik, Białorusini po swojemu”. Tadeusz Sobolewski przypomina, że gdy

Czytaj dalej

Koehler

W „Tygodniku Powszechnym” rozmowa z moim szefem  Krzysztofem Koehlerem. Od tygodnia właściwie nie jest szefem. Na koniec wywiadu mówi: „Tym, co organizuje ludzi, jest potrzeba obrony kultury. Jeśli efektem panowania aroganckiej, antykulturowej doktryny liberalnej będzie ukonstytuowanie się takiej postawy, to będzie to ogromny zysk duchowy… Duchowy, bo nie wierzę, żeby w tym momencie udało się coś zrobić na poziomie instytucjonalnym. Ale trzeba się trzymać zasad i, nie oglądając się na okoliczności, robić swoje. Tej formule budząca się z letargu inteligencja polska była zawsze wierna. I to pozwala mieć nadzieję”.