Tarn

Korespondencja Mrożka z Adamem Tarnem może jest bardziej ciekawa ze względu na Tarna. Mrożek, mam wrażenie, nie pisze w niej tak otwarcie o swoich problemach jak w listach do Błońskiego czy Skalmowskiego. Może po prostu inaczej traktuje Tarna, w końcu dzieli ich znaczna różnica wieku. Początkowo piszą do siebie per pan, później rodzi się przyjaźń. Mrożek ma wiele wdzięczności dla redaktora „Dialogu”, który umożliwił mu debiut dramatopisarski. Tarn jest jego wiernym kibicem. Nie jest bałwochwalczy, potrafi napisać wprost, że nowa sztuka przyjaciela mu się nie podoba. Ale w listach nie ma szczególnych analiz twórczości Mrożka. Raz go upomina, że powinien trzymać się groteski, bo to jego najbardziej naturalny głos. „(…) jesteś Gogolem naszych czasów, współczesnym Gogolem literatury polskiej”. A Mrożek odpowiada, że chciałby już czegoś nowego spróbować, ma dosyć groteski. Porównanie z Gogolem jest zaszczytne, ale wiesz, przypomina Tarnowi, jak skończył Gogol. Umarł na niechęć do życia. Dosłownie.
Smutne jest życie Tarna po 1968 roku. Obydwaj z Mrożkiem dzielą już wtedy losy emigrantów. Ale o ile kariera Mrożka się rozwija, ma coraz więcej premier na świecie, zaproszeń etc., o tyle Tarn trafia na kanadyjską prowincję. W pierwszym liście stamtąd pisze: „znalazłem się w jakiejś luksusowej Syberii, na końcu świata, wśród obcych”. Gdyby nie komunistyczna przeszłość może mógłby osiąść w Ameryce.  Ale też Tarn nie skarży się bardzo. Nie rozpamiętuje krzywd, które ewidentnie go spotkały. Na moment odżywa, gdy pojawia się szansa, by wydawać pismo wzorowane na „Dialogu”. Zyskuje poparcie Becketta (z którym się również znał), Pintera, Barrualt. Ale projekt upada.
Zabawne, choć i trochę smutne w tych listach jest ciągłe umawianie się z Mrożkiem na spotkania. Jak będziesz w Ameryce, to może byś wpadł do Kanady. Jak będę w Paryżu, to może byśmy się spotkali. Spotykają się chyba tylko parę razy w ciągu tych lat na emigracji. Któregoś razu Tarn zapowiada przyjazd do Paryża. „Zadzwoń, jak tylko przyjedziesz” – odpisuje Mrożek. W następnym liście pisze: „niepokoję się, że Cię nie widać w Paryżu. Dzwoniłem do wskazanego hotelu, ale ani Cię nie było, ani też nie zarezerwowałeś pokoju”. Tarn odpowiada: „nie rozumiem, co się stało”. Przecież był w podanym hotelu. „Ja nie telefonowałem do Ciebie, bo byłem pewien, że Cię nie ma w Paryżu”, ale przecież zostawił liścik w skrzynce. „Dlaczego nie zatelefonowałeś do hotelu, wiedząc, że jestem? Ale trudno.”
W kwietniu 71 roku Tarn donosi krótko Mrożkowi: „Badania w szpitalu wykazały, że gdzieś między tchawicą a płucem jest mały nowotwór”. Mrożek odpowiada: „domyślam się, że jesteś teraz bardziej sam niż przedtem, bo do samotności kanadyjskiej przyłączyła się samotność choroby”. Życie Tarna powoli się zawalało. Napomyka Mrożkowi o kłopotach finansowych, o tym, że prawdopodobnie straci posadę wykładowcy. Ale o problemach pisze bez histerii. I wciąż całą uwagę ma nakierowaną na przyjaciela, na jego twórczość, sukcesy i niepowodzenia. W jednym z listów zachęca go do odwiedzenia Becketta. Ten już wie o Mrożku, jest gotowy się z nim spotkać, ale prosi Tarna: „Prepare him for the fact that I am no company”. Tarn odpowiada: „muszę Cię uprzedzić, że Mrożek nie jest żadnym kompanem… Jest nieśmiały i nierozmowny”. Mrożkowi zaleca, aby wysłał mu wcześniej swoje publikacje. Mrożek opisuje w końcu swoje spotkanie z Beckettem. „On pewnie męczy się ludźmi znacznie bardziej ode mnie”. Ale wizyta ma sympatyczny przebieg. Początkowe skrępowanie ustępuje, Beckett „w ciągu jednej sekundy poweselał, odprężył się, zaproponował coś do picia (irish whiskey, odtąd tylko taką chcę pić, bardzo mi smakowała)”. Mrożek nie pisze, o czym rozmawiali. „(…) przyszedłem o szóstej, a doszła już pół do ósmej i należało wyjść”. Prosi o wybaczenie przyjaciela, ale nie mógł się przemóc i zostawić Beckettowi swoje książki. Dopytuje się Tarna o to, o co sam Becketta nie zapytał: o jego lektury. „Ciekawi mnie po prostu jego lektura jako rodzaj sekretu. Smutno myśleć, że ja czytam byle co, byle kiedy i byle jak, o ile już w ogóle czasem do czytania dojdzie”. Ale Tarn nic na ten temat nie odpowiada.
Umiera w Szwajcarii, dokąd sprowadził go siostrzeniec. Mrożek odwiedza go jeszcze przed śmiercią, co opisuje we wstępie do korespondencji: „Wegetował sam jeden w dużym, „przedwojennym” mieszkaniu, martwym i pustym. Pustym nie dlatego, że brakowało w nim mebli, przeciwnie mieszkanie było urządzone solidnie, z solidną mieszczańskością lat dwudziestych i trzydziestych. Ale puste, bo życie, które je niegdyś stworzyło i wypełniło – odeszło, skończyło się, umarło – już dawno. (…) Można powiedzieć, że Adam umierał w grobie – w grobie z łazienką, kuchnią i przedpokojem”.

516 odwiedzin

Dodaj komentarz

Oznaczone pola są wymagane *.