Cóżeś ty, durniu, widział?

Czy skomentuję to, co wczoraj stało się w Mariborze? Nie skomentuję.
Jeżeli Pan Bóg odpowiada również za wyniki piłkarskie, to być może naszą porcję błogosławieństwa odebraliśmy 35 lat temu. I może na więcej nie zasłużyliśmy. 1974 – O roku ów! kto ciebie widział w naszym kraju! Ciebie lud zowie dotąd rokiem urodzaju (…) dotąd lubią starzy o tobie bajać, dotąd pieśń o tobie marzy.
Ja też lubię bajać, bo widziałem i pamiętam. I nigdy nie zapomnę. Gdybym miał syna, to mówiłbym mu co dzień, jak Boy: „Cóżeś ty, durniu, widział. Niceś nie widział”. Boy miał na myśli starych aktorów, a ja starych piłkarzy. Widziałem rogale Deyny, rajdy Gadochy, parady Tomaszewskiego, główki Szarmacha, bramki Laty (tak, tego Laty, o którym Jan Ciszewski mówił: szybciej biega niż myśli; dzisiaj już szybko nie biega, ale nadal wolniej myśli…). Widziałem ich wszystkich nie tylko w telewizji, ale też na żywo, gdy przyjeżdżali na mecze ligowe z Pogonią Szczecin, a ja z ojcem siedziałem na trybunach stadionu przy ulicy Twardowskiego, wchłaniałem zapach tanich papierosów i przede wszystkim wpatrywałem się w herosów, idoli mojego dzieciństwa. Byłem szczęśliwy.
Więc pamiętając o tym wszystkim, czy mogę się denerwować po tym, co się stało wczoraj?

481 odwiedzin

Dodaj komentarz

Oznaczone pola są wymagane *.