Słowacki

Dzisiaj mija 200 rocznica urodzin Słowackiego i jakoś ta wiadomość niespecjalnie przebija się przez media. Owszem, służy promocji filmu według „Balladyny” (podobno okropnego). Skądinąd ceniony dodatek kulturalny do „Dziennika” o rocznicy nie zająknął się ani słowem. W „Gazecie Wyborczej” okolicznościowy tekst napisał Michnik, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że są to szlachetne banały. Dołączono do niego wiersz „Uspokojenie”, ale ciekaw jestem, ilu czytelników się w niego wczyta i ilu się zastanowi, dlaczego akurat ten redakcja wybrała. Nie zauważyłem, żeby telewizja zaplanowała dzisiaj jakieś stosowne programy. Czytam wywiad z prof. Popielem o zaczynającym się w Krakowie Festiwalu Dramat Narodów poświęconym Słowackiemu (dwa lata temu podobny urządzono Wyspiańskiemu z okazji jego rocznicy) i dowiaduję, że w programie nie ma ani jednego spektaklu z kraju, ponieważ nie było z czego wybierać. I to prawda, bo sam nie przypominam sobie jakiejś istotniejszej premiery Słowackiego w ostatnim sezonie, dwie czy trzy (w tym „Balladyna” w Narodowym) jeszcze mają się odbyć do końca roku. Ale czy uratują honor? No więc pytanie nasuwa się samo: dlaczego Słowacki w Roku Słowackiego kompletnie nas nie obchodzi? Być może rocznicowe okoliczności nie sprzyjają żywej refleksji nad dziełem i życiem wieszcza. Zresztą jeśli miałaby się ona sprowadzić do rozstrząsania kwestii, czy Słowacki był gejem, to może rzeczywiście lepiej go zostawić w spokoju.
W „Słowacki. Encyklopedia” Rymkiewicza czytam o uroczystościach sprowadzenia zwłok Słowackiego z Paryża do Krakowa w 1927 roku – „w całych swoich dziejach, ani przedtem, ani potem, Polska czegoś podobnego nie widziała” – pisze Rymkiewicz. Patronem, by tak rzec, imprezy był Piłsudski, który jak wiadomo kochał się w poezji Słowackiego. Na Wawelu, gdzie go chowano, marszałek miał powiedzieć do swoich oficerów: „W imieniu Rządu Rzeczypospolitej polecam panom odnieść trumnę Juliusza Słowackiego do krypty królewskiej, by królom był równy”. Ale niektórzy twierdzą, że Piłsudski powiedział: „do krypty królewskiej, bo królom był równy”. Ta druga wersja, zdaniem Rymkiewicza, jest bardziej prawdopodobna, gdyż wcześniej padło z ust marszałka zdanie: „Idzie jako Król-Duch”.
Czyta się to jak jakąś historię zgoła bajkową. Dobry władca oddaje pokłon poecie, a wierny naród wraz z nim (przemieszczaniu się trumny Słowackiego z Gdańska do Krakowa podobno towarzyszyły tłumy). Ale tak było. Jeżeli trochę później Gombrowicz „upupił” państwowy poprzez szkołę szacunek dla Słowackiego, to przynajmniej była w tym jakaś żywa emocja, autentyczny odruch buntu. Może dzisiaj warto się pobuntować ze Słowackim przeciwko światu, przeciwko ludziom, przeciwko czasom, biorąc Słowackiego za stronnika? To nie był głupi facet, nawet jeśli bywał drażniący.

553 odwiedzin

Dodaj komentarz

Oznaczone pola są wymagane *.