J-23 znowu nadaje

W miniony poniedziałek w Programie 1 TVP pokazano galę wieńczącą Festiwal Kultury Narodowej „Pamięć i tożsamość”. Gdybyście nie wiedzieli, co to za impreza, to podpowiem, że był to festiwal tzw. tożsamościowych produkcji Telewizji Polskiej, na którym sami prezesi przyznawali nagrody w różnych kategoriach. Czegoś tak niebywale bombastycznego, pełnego frazesów i samochwalstwa dawno nie widziałem. Swoją drogą panująca nam władza przymiotnik „narodowy” sprowadziła do podobnego epitetu, jakim za PRL-u był „socjalistyczny”. Na dźwięk słowa „narodowy”, używanego przez obecną propagandę, można dostać tylko odruchu wymiotnego.

W dziedzinie Teatru TV, bo spektakle telewizyjne również brały udział w festiwalu, uhonorowano Dziady w inscenizacji Piotra Tomaszuka z Teatru Wierszalin i w skądinąd udanej rejestracji (szkoda, że wzruszenie reżysera, z jakim odbierał nagrodę, zapewne sprawiło, iż nie wspomniał w podziękowaniach o Józefie Kowalewskim, realizatorze, który przeniesienia spektaklu dokonał). Mateusz Matyszkowicz, któremu tzw. misja kulturalna podlega w TVP, z niejakim patosem zapowiadał, jak bardzo Mickiewiczowskie dzieło inspiruje, by czynić z Teatru TV wspólnotowe misterium. Chętnie bym jednak poznał konkrety. Na razie bowiem widzę, że by zacytować innego naszego klasyka: „pospolitość skrzeczy”.

Następnego dnia po gali w Informacjach TVP Kultura można było dowiedzieć się o planach stacji na sezon wiosenny. I choć dyrektor kanału zapewniała, jak bardzo teatr leży jej na sercu, to z jej ust padła zapowiedź tylko jednej premiery: Przybysza w reżyserii Wojciecha Kościelniaka – spektaklu dyplomowego warszawskiej Akademii Teatralnej. Cenię ogromnie Kościelniaka, uważam także, że do powinności Telewizji Polskiej należy rejestracja najlepszych przedstawień ze szkół teatralnych (cieszyłem się, że udało się np. parę lat temu przenieść świetne przedstawienie krakowskiej AST Do dna), aliści – jak mawia Jacek Sieradzki – z większą radością przyjąłbym premierę Przybysza, gdyby była jedną z – nie wymagajmy wiele – pięciu, jakie TVP Kultura pokaże wiosną. Widać czterech pozostałych nie ma nawet w planach, skoro dyrekcja się nimi nie pochwaliła. Więc co z tym misterium Teatru Telewizji na antenie Kultury?

Z niejakim zdumieniem zobaczyłem też w programie telewizyjnym, że od najbliższej soboty TVP Kultura ponownie przypomina Stawkę większą niż życie w wersji z Teatru TV. Nim powstał popularny serial, przygody kapitana Klossa można było oglądać w przedstawieniach teatralnych. W latach 1965-67 powstało 14 takich widowisk. Scenariusze części pokrywały się z odcinkami serialu, niektóre były całkowicie odmienne, czasami różniły się obsadami, choć Klossa grał oczywiście Stanisław Mikulski. Zawsze byłem zwolennikiem tego rodzaju odkryć z archiwum Teatru TV, ale pozwolę sobie zadać pytanie: jaki jest sens powtarzania 14 przedstawień Stawki większej niż życie, które były ostatnio emitowane latem 2019 roku, czyli bardzo niedawno? Niewątpliwie z tej powtórki ucieszą się spadkobiercy praw Andrzeja Zbycha, czyli Zbigniewa Safjana i Andrzeja Szypulskiego, autorów scenariuszy, bo znowu otrzymają w Zaiksie spore honoraria. Ale czy naprawdę nie ma innych pozycji wartych przypomnienia? Jeśli macie z tym kłopot, to służę listą, którą ułożyłem i na której znalazły się prawdziwe „perły z lamusa”. A wybrałem tylko spektakle z lat 60. Oto one:

  1. Drewniany talerz Morrisa w reżyserii Jana Bratkowskiego z pamiętną rolą Kazimierza Opalińskiego. Spektakl, który swego czasu cieszył się ogromny uznaniem, wzruszał do łez.
  2. Także z Opalińskim: Chłopcy Grochowiaka w reżyserii Tadeusza Jaworskiego. Przedstawienie ze Złotej Setki Teatru TV.
  3. Kapitan z Koepenick Zuckmayera w reżyserii Józefa Słotwińskiego z kapitalnym Jackiem Woszczerowiczem.
  4. Biedermann i podpalacze Frischa w reżyserii Erwina Axera z Mieczysławem Pawlikowskim, Andrzejem Łapickim i Mieczysławem Czechowiczem. Sztuka bardzo na czasie.
  5. Trzy opowiadania wg Czechowa w reżyserii Georgija Towstonogowa z Tadeuszem Łomnickim w trzech mistrzowskich wcieleniach.
  6. Bracia Karamazow wg Dostojewskiego w reżyserii Jerzego Krasowskiego z Władysławem Hańczą w roli starego Karamazowa oraz z pamiętnymi rolami Ignacego Gogolewskiego, Stanisława Zaczyka, Andrzeja Nardellego.
  7. Przygoda pana Trapsa Durrenmatta w reżyserii Konrada Swinarskiego – świetny spektakl również ze Stanisławem Zaczykiem, a także z Aleksandrem Bardinim i Janem Świderskim.
  8. Na liście nie mogło oczywiście zabraknąć mistrzów Teatru TV. Z twórczości Adama Hanuszkiewicza wybrałbym Świadków albo naszą małą stabilizację Różewicza – bardzo nowocześnie zrealizowany tekst Różewicza z Aleksandrą Śląską, Zofią Kucówną, Czesławem Wołłejko, Andrzejem Łapickim i Zbigniewem Zapasiewiczem, który w swojej roli nie pokazał ani na moment twarzy.
  9. Dudek Feydau w reżyserii Jerzego Antczaka – niebywale zabawna ramotka z Jadwigą Barańską, Danutą Szaflarską, Ireną Kwiatkowską, Edwardem Dziewońskim.
  10. Również w reżyserii Antczaka: Szklana menażeria Williamsa z Barańską oraz z Ignacym Gogolewskim i Władysławem Kowalskim.
  11. Żeby Jerzego Gruzę nie kojarzyć z tamtego czasu tylko ze spektaklem Mieszczanin szlachcicem warto by przypomnieć w jego reżyserii surrealistyczną Zemstę sieroty Celnika Rousseau. Przy okazji można by się dowiedzieć, jakiej sztuki nie mógł zrobić Jan Klata w Teatrze im. Jaracza w Łodzi.
  12. Arcydzieło Gruzy: Nasze miasto Wildera z młodymi Martą Lipińską i Andrzejem Sewerynem oraz z Gustawem Holoubkiem.
  13. A propos Marty Lipińskiej: zapomniana, a warta odświeżenia Godzina miłości Radzińskiego w reżyserii Konstantego Ciciszwilego – radziecki romans.
  14. Coś z polskiej klasyki, żeby nie zapomnieć, że jesteśmy w narodowej telewizji, ale też nie umrzeć ze smutku: Dożywocie Fredry w reżyserii Jacka Woszczerowicza z nim w roli Łatki.

I jeszcze bonus: 4-częściowe Dziewczęta z Nowolipek Gojawiczyńskiej w reżyserii Stanisława Wohla z pamiętnymi rolami: Zofii Kucówny, Ewy Wiśniewskiej, Elżbiety Kępińskiej i Emilii Krakowskiej. To był wielki hit Teatru TV.

Podałem więc całą listę spektakli, które mogłyby zastąpić z powodzeniem w soboty Stawkę większą niż życie. Część była powtarzana, ale dawno, część bardzo dawno nie była emitowana. Taśmy są tak samo stare i niedoskonałe technicznie, ale zawierają skarby literatury, reżyserii, aktorstwa. Gdyby ktoś jeszcze do tych widowisk zrobił stosowne wstępy, niczym Stanisław Janicki ongiś do Starego kina – przyjemność mogłaby być niezgorsza, zwłaszcza dla widzów, którzy mają dłuższą pamięć o Teatrze TV. No ale trzeba chcieć.

Na razie mamy telewizję narodową, w której wciąż nadaje J-23.

478 odwiedzin

2 Comments

  1. Ze smutkiem to przeczytałem, niestety to prawda. Żenująca tramtadracko-„patriotyczna” impreza. Misja. Ech… Z wypiekami i sentymentem przeczytałem natomiast listę archiwalnych spektakli. Kilka jeszcze pamiętam.

    Reply

Dodaj komentarz

Oznaczone pola są wymagane *.