Wanat

Wczoraj minęła 13 rocznica śmierci Andrzeja Wanata. Był moim profesorem w Szkole Teatralnej. U niego chyba mieliśmy najcięższy egzamin – pytał z Czechowa. Rozmowa zaczynała się od testu ze znajomości opowiadań i sztuk. Wanat otwierał na chybił trafił któryś z dwóch tomów opowiadań, czytał kawałek i kazał zgadnąć, co to za utwór. To samo ze sztukami. Czytał tylko kwestie bohaterów bez podawania ich nazwisk czy imion. Jeżeli przeszedłeś ten test, dopiero zaczynał pytać o problemy twórczości Czechowa. Pamiętam, że dostałem czwórkę. Ale wiele osób oblało.

A potem przez sześć lat był moim szefem w redakcji „Teatru”. Gdy umierał miał 55 lat. Czyli dzisiaj miałby 68. Zastanawiam się czasami, co by myślał, mówił i pisał, gdyby żył. Do najnowszego teatru byłby chyba uprzedzony i zniechęcony. On, który głosił, że teatr jest głupszy od literatury, co by sądził o teatrze postdramatycznym? Czy jeździłby do swego ukochanego Starego Teatru w Krakowie na przedstawienia Michała Zadary i Jana Klaty? Pewnie by nie oglądał i nie jeździł. Ale może napisałby wreszcie książkę o Czechowie i ona byłaby najważniejsza ze wszystkiego, co zrobił?

Studentów Wiedzy o Teatrze proszę o czytanie jego tekstów z tomu „Pochwała teatru”. Spektakle, o których pisał już są w historii teatru, zwłaszcza dla ludzi, którzy dzisiaj mają po 20 lat. A jednak sposób pisania, a przede wszystkim myślenia Wanata o teatrze, mimo że wydaje się niemodny, chyba tych młodych zaciekawia. Czy wyciągną z tego naukę, że teatr jest także sztuką myślenia i do myślenia, a nie tylko strumieniem niekontrolowanych emocji i wrażeń?

 

388 odwiedzin

Dodaj komentarz

Oznaczone pola są wymagane *.