Reaktywacja Świrgoni

Nie jestem na tyle młody, żebym nie pamiętał Waldemara Świrgonia (o którym jakiś czas temu czytałem, że zmarł), Kazimierza Żygulskiego albo niejakiego Nawrockiego (którego imienia zapomniałem). A cóż to za figury? Ano, to byli ludzie związani z władzą w okresie stanu wojennego, którzy odpowiadali za tzw. odcinek kultury. Krótko mówiąc w imieniu np. wydziału kultury KC albo ówczesnego ministerstwa kultury i sztuki na ogół łajali artystów za złe zachowanie się w stanie wojennym. Łajali to mało, bo przecież byli panami życia, a więc mogli wyrzucać dyrektorów teatrów, rozwiązywać organizacje twórcze, nie pozwalać pracować, jednych forować, drugich skazywać na milczenie. I to robili gorliwie. W wyniku przemian historycznych pamięć o tych towarzyszach może się zatarła.

Cóż to jednak za grymas losu, który sprawił, że gdy dzisiaj słucham przedstawicieli władzy, również odpowiedzialnych za kulturę, to przypominają mi się tamci szkodnicy. Oczywiście nie chcę uprawiać demagogii i stawiać jednych i drugich w tym samym rzędzie. Ale wyczuwam podobny ton pogardy wobec kultury i ludzi, którzy o nią się upominają. Czym się różni wicepremier Rakowski, który beształ aktorów za bojkot od premiera Tuska, który zarzuca artystom, że bronią mediów publicznych, bo sami z telewizji żyją? Dawno nie było tak ostrego konfliktu między władzą a artystami. To, co mówi Agnieszka Holland, Krzysztof Krauze, Wojciech Kilar o rządzie jest dla niego druzgocące. Czy jednak władza ma jakiekolwiek poczucie wstydu? Można odnieść wrażenie, że rząd czuje się mocny poparciem tej większości, która sprawy kultury ma gdzieś, w telewizji chce oglądać te filmy, które zna, a z artystów rozpoznaje Dodę i Feela.

Współczucie w tej sytuacji może budzić minister kultury, który robi kulturalne wrażenie. Odgrywa rolę mamusi w rodzinie, w której tatuś pokłócił się z dziećmi. Ale tatuś trzyma kasę i rządzi, i krzyczy do matki, że darmozjadom nic nie da. A matka przytula dzieci i mówi, że tatuś nie jest taki zły, chce dobrze.

Jedna jest różnica zasadnicza między Rakowskim i jego towarzyszami z 1982 roku, a Tuskiem z 2009. Rakowskiego mogła odwołać tylko partia i nie wiadomo było, kiedy to nastąpi. Tusk może przegrać wybory, na które chodzą również artyści. Ich głosów nie jest dużo. Ale może wystarczyć.

317 odwiedzin

Dodaj komentarz

Oznaczone pola są wymagane *.