Prostak

Każdy niemal dzień przynosi jakąś wypowiedź przedstawiciela obecnej władzy, po której powstaje wrażenie, że sięgnęliśmy dna. Ale wtedy, jak w tym zużytym aforyzmie Leca, słyszymy pukanie od spodu. Ostatnio w ten sposób odezwała się europosłanka Beata Mazurek, która postanowiła zareagować na rozmowę Katarzyny Janowskiej z Januszem Gajosem, odbytą w ramach Owsiakowej Akademii Sztuk Przepięknych. Wybitny aktor krytycznie się w niej wyraził o prezesie rządzącej partii: “Mały człowiek jednym ruchem ręki podzielił nasz kraj i nas samych na dwie części. To jest zbrodnia”. Na co p. Mazurek stwierdziła: “Wyraźnie widać, że PRL, Czterej pancerni i pies odcisnęły trwały ślad na mózgu Gajosa. Bardzo przekonująco zagrał zdegenerowanego prokuratora w filmie Układ. Pewnie to tylko przypadek. A tak po ludzku, insynuacja prostaka”. 

Jeśli myślicie, że teraz powyzłośliwiam się na temat p. Mazurek, to was zaskoczę, ale tego nie zrobię. Felieton, jeśli mogę ten tekst tak nazwać, jest oczywiście po to, żeby na pośmiewisko wystawiać takie głupoty, jakie wypowiedziała p. Mazurek. Ale uczyniłbym zbyt wielki honor europosłance Prawa i Sprawiedliwości, gdybym poświęcił jej choć jedno zdanie. Sądzę też, że Janusz Gajos nie wymaga przed nią obrony. 

Odzywają się wszakże różne głosy oburzenia na to, co powiedziała p. Mazurek. Czytam np. apel Zbigniewa Hołdysa, który grzmi: 

“Aktorki i aktorzy, reżyserki i reżyserzy, ludzie filmu, teatru, estrady, jeśli po wypowiedzi prominentnej szychy PISu, jej najpodlejszej odmiany, niszczącej ludzi, polską kulturę i walącej tępym toporem w nasze więzi społeczne, niejakiej Mazurek, nadal będziecie sympatyzować z PIS, występować w sponsorowanej przez tę partię TVP i na sponsorowanych przez PIS imprezach – to znaczy, że nazwanie ‘prostakiem’ Janusza Gajosa przechodzi też przez Wasze gardła, żyrujecie własną twarzą i własnym podpisem robienie kupy na świat polskiej sztuki w jej najdoskonalszym wydaniu. Jak na zdrajców świata sztuki przystało. Okryjecie się hańbą niczym puchową kołdrą i nie wyjdziecie spod niej nigdy. Granica chamstwa i zniszczenia została przeskoczona. The end.” 

Czytając tego rodzaju wypowiedzi niestety czuję się trochę jak Józio, który ogląda pojedynek na miny Miętusa i Syfona w Ferdydurke. Ta zimna wojna polsko-polska, jakkolwiek przynosi realne nieszczęścia, czasami przybiera jednak groteskowy charakter. Zbigniew Hołdys nawołując do bojkotu “sponsorowanej” przez PiS TVP nie zauważa nieobecności wielu wybitnych artystów w telewizji. Najlepszym tego przykładem jest choćby sam Janusz Gajos. Aktor nie zagrał np. w Teatrze Telewizji w ciągu minionych pięciu lat ani jednej roli. Ostatni raz wystąpił 15 grudnia 2015 roku w transmitowanym dla Kultury monodramie Msza za miasto Arras, który był przeniesiony do studia na Woronicza z Teatru Narodowego. Nie wiem, czy później Gajos otrzymał jakąkolwiek propozycję z Teatru TV. Fakt pozostaje faktem. Przy czym to jest większy problem dla Teatru TV i jego widowni, niż dla samego artysty, choć on zapewne nie przekreśla całkowicie telewizyjnego teatru, zważywszy jak wielki w nim dorobek posiada.  

Zaryzykuję stwierdzenie, że wyborcy Andrzeja Dudy i Rafała Trzaskowskiego w niewielu sprawach by się zgodzili, ale większość jednego i drugiego elektoratu (może pomijając Beatę Mazurek) uznaje, że Janusz Gajos jest wybitnym aktorem i, co więcej, lubianym, co nie zawsze idzie w parze. I można sobie nawet wyobrazić, że usiedliby wspólnie przed telewizorami, gdyby w nowej premierze Teatru TV główną rolę zagrał Janusz Gajos. Jestem pewien, że widownia spektaklu przekroczyłaby tę średnią oglądalność, którą Teatr TV się ostatnio chwalił, czyli 425 tysięcy. No ale raczej to są tylko marzenia. 

Aktorów, którzy nie występują nawet w Teatrze TV, jest znacznie więcej. Niektórych oczywiście TVP nie zaprosi, bo traktuje ich przede wszystkim jak wrogów politycznych. Inni odmawiają grania nie robiąc z tego wielkiego hałasu, choć jasne jest, że decydują się na to nie z powodu niskich honorariów. Wiedzą o tym redaktorzy i producenci telewizyjni, którzy dzwonią z propozycjami. Bez trudu wskazałbym przynajmniej kilkudziesięciu świetnych i cenionych przez publiczność artystów, którzy podobnie jak Janusz Gajos nie pracowali w ciągu ostatnich 5 lat ani razu w Teatrze TV. A przypomnę, że akurat ta instytucja mogłaby liczyć na bardziej specjalne traktowanie ze strony środowiska. Jednak na niej także zaciążyło odium politycznej propagandy, którą TVP uprawia, czego bezprzykładny dowód dała podczas ostatniej kampanii prezydenckiej.

Jeśli Zbigniew Hołdys liczy na jakiś wspólny gest środowiska sprzeciwu wobec TVP, podyktowany nieszczęsną wypowiedzią p. Mazurek, to jego oczekiwanie jest szlachetną naiwnością. Takiego gestu nie będzie, bo zawsze ktoś uzna, że to przesada, że nie można ulegać politycznym emocjom, że przecież wykonujemy zawód służebny, że jesteśmy tylko aktorami, z czegoś trzeba żyć. A poza tym, jeśli w Teatrze TV nie grają np. Gajos, Janda, Ostaszewska i wielu jeszcze innych, to tym samym robią wolne miejsce dla tych, którzy chcieliby się pokazać i wykorzystać swoje 5 minut. To się nazywa wymianą elit. 

A tak na marginesie: Teatr Telewizji ma swoją nową dyrektorkę, której wypada życzyć, aby zdołała marną sytuację sceny odwrócić i nade wszystko, by miała dość siły, by powiedzieć: nie tym wszystkim presjom, które przyczyniły się do zapaści.  

601 odwiedzin

Dodaj komentarz

Oznaczone pola są wymagane *.