Ostatni mój wpis wywołał polemiki Witolda Mrozka i Mike’a Urbaniaka. Nie ma rady, trzeba na tę ubitą ziemię wychodzić i fechtować dalej. Pan Mrozek odpowiedział grzecznie i merytorycznie (tekst opublikowany na e-teatrze), czym zyskał moją sympatię, co nie oznacza zgody na jego argumenty. Recenzent „Gazety Wyborczej” zarzucił mi, że pominąłem ważniejszą jego zdaniem wątpliwość dotyczącą programu Warszawskich Spotkań Teatralnych – chodzi o brak wśród zaproszonych spektakli tych bardziej „nowoczesnych”, eksperymentujących z formą, łamiących tradycyjne narracje. Mrozek podaje nazwiska reżyserów m.in. Szczawińskiej, Garbaczewskiego, Borczucha, Rubina, których spektakle reprezentują ten nurt poszukiwań i z pewnością ożywiłyby festiwal. Tu rzeczywiście rysuje się między