Bezczeszczenie piękna

Koledzy z redakcji podrzucili mi tekst Rogera Scrutona, filozofa angielskiego, pt. „Bezczeszczenie piękna” (przedrukował go tygodnik „Forum”). Autor ubolewa nad współczesną kulturą, która odwróciła się od pojęcia piękna. Podaje na to różne przykłady, m.in. niedawną inscenizację opery Mozarta „Uprowadzenie z Seraju”, w której można było oglądać wymyślne sceny seksu i przemocy, zabrakło jednak rzeczy najważniejszej: miłości. „Mozartowi wyrwano serce” – tak chyba pisze Scruton (nie mam tekstu pod ręką). Diagnoza oczywiście nie sprowadza się do utyskiwania na artystyczne skandale w rodzaju umieszczenia krzyża w naczyniu z moczem. W istocie dotyka problemu, który wszyscy pewnie odczuwają.

Czytając ten artykuł przypomniał mi się mój profesor Zbigniew Raszewski. W jego „Raptularzu” z 1968 roku znaleźć można opis rozmowy, jaką odbył z Konstantym Puzyną w barze hotelu Europejski po premierze „Dziadów” Dejmka. Raszewski wysłuchuje recenzji Puzyny, po czym sam go zaskakuje stwierdzeniem: „Wiesz, ale mało w tym spektaklu czystego piękna”. I zaczynają toczyć spór o to, co jest w sztuce ważniejsze: piękno czy prawda. Puzyna, zdaniem Raszewskiego, opowiada się po stronie prawdy, której poznanie może wywołać też zachwyt natury estetycznej. A Raszewski się zżyma: można dzisiaj powiedzieć w Warszawie piękna kobieta albo piękny samochód, ale piękno w sztuce uważa się za przesąd.

Po 40 latach Raszewski pewnie ze swoimi przekonaniami pozostawałby nadal w zdecydowanej mniejszości. Dzisiaj sztukę rozlicza się przede wszystkim z tego, czy mówi prawdę o świecie albo człowieku. Fakt, że prawda ta bywa brutalna usprawiedliwia stosowanie największych drastyczności w sztuce. Mają one służyć przecież swego rodzaju katharsis. Ale nieustanne atakowanie brutalizmem w końcu obraca się przeciwko intencjom sztuki dążącej do prawdy. Taka prawda staje się banałem. Czasem słyszę, że np. spektakl teatralny jest ważny, bo podejmuje bolesny społecznie problem. A przecież nie temat wyznacza rangę sztuki. O wszystkim decyduje forma. Oczywiście sztuka, która się zajmuje sama sobą, także się degeneruje.

Nie są to zapewne myśli odkrywcze. Ale im więcej słyszę głosów na rzecz sztuki zaangażowanej, tym częściej przypomina mi się Raszewski, który cichym głosem pyta: „a piękno w sztuce?”.

180 odwiedzin

Dodaj komentarz

Oznaczone pola są wymagane *.