Wyrok prawomocny

31 marca Sąd Okręgowy w Warszawie XIV Wydział Pracy i Ubezpieczeń Społecznych wydał wyrok w sprawie z mojego powództwa przeciwko Telewizji Polskiej. Przypomnę, że zaskarżyłem decyzję pracodawcy, który w styczniu 2020 roku rozwiązał ze mną umowę o pracę jako przyczynę podając: ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych. Ponieważ sprawa stała się publiczna, wiele osób było nią zainteresowanych, czuję się zobowiązany, aby ujawnić dziś jej rozmaite okoliczności oraz poinformować, co postanowiłem w związku z zasądzonym wyrokiem.

Jak to zwykle bywa w podobnych historiach czasami jeden kamyk uruchamia lawinę. Przypuszczam, że w moim przypadku ruch zaczął się 10 października 2019 roku. Tego dnia ogłoszono, że Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury otrzymała Olga Tokarczuk. Było to niewątpliwie dla polskiej kultury wydarzenie, którym można było tylko się cieszyć i nagłaśniać. Dla takiego kanału, jak TVP Kultura, w której pracowałem, sytuacja wprost wymarzona. Ku mojemu zdumieniu i irytacji wiadomość dnia – ba, roku! – nie została w programie przedstawiona na jej miarę. Po tym, co zobaczyłem w Informacjach Kulturalnych, poczułem, że muszę zaprotestować. Napisałem mail zaadresowany do Mateusza Matyszkowicza – ówczesnego członka zarządu TVP, któremu Kultura podlegała (dzisiaj, jak wiadomo, pełni funkcję prezesa TVP), a także do kierownictwa stacji i do wiadomości jej redaktorów. W mailu stwierdzałem:

„Zdumiewa mnie to, że TVP Kultura tak doniosłe wydarzenie, jakim był literacki Nobel dla polskiej pisarki, odnotowała jedynie w Informacjach Kulturalnych w dość lakonicznej wiadomości na wstępie oraz w krótkiej rozmowie na końcu. Nie rozumiem, dlaczego programu nie można było zamienić na wydanie specjalne i w całości poświęcić temu, co się stało. Rozmowę można było przecież też rozszerzyć, zaprosić więcej gości – zrobić ekstra studio. W Informacjach nie pojawił się nawet głos Olgi Tokarczuk, a można było na przykład wykorzystać jej wypowiedzi z programu ‘Niedziela z…’ [Kultura miała wydanie tej swojej sztandarowej audycji z udziałem pisarki i nie zdecydowała się nawet, by w związku z Nagrodą Nobla ją powtórzyć! – przyp. WM]. (…) TVP Kultura w sprawie Nobla nie zrobiła nic poza absolutnym minimum i postąpiła wbrew temu, jak powinna zareagować żywa, profesjonalna telewizja. I tego się wstydzę jako redaktor kanału, pracujący tu od początku, przed sobą i przed naszymi widzami”.

Korespondencja nie doczekała się żadnej odpowiedzi.

Niedługo potem otrzymałem mail od dyrektor TVP Kultura, Kaliny Cyz, w którym zwalniała mnie z obecności na kolegiach programowych anteny. To były cotygodniowe spotkania z udziałem dyrekcji i kierowników redakcji, w których uczestniczyłem zawsze niezależnie od tego, czy sprawowałem funkcję kierownika, czy nie, a to dlatego, że byłem jedynym redaktorem, zajmującym się w TVP Kultura tematyką teatralną. Odtąd jednak sprawy dotyczące teatru miałem przekazywać koleżance z Redakcji Muzyki, w której wtedy zasiadałem, a ona je referowała na kolegiach. Sytuacja kuriozalna, którą odbierałem w oczywisty sposób jako karę.

Sprawa Nobla Olgi Tokarczuk miała jednak dalszy ciąg. 31 października 2019 roku podczas zebrania Redakcji Muzyki z udziałem dyr. Cyz zapytałem, czy TVP Kultura nie powinna transmitować Gali Noblowskiej (zaplanowanej na 10 grudnia)? Telewizja Polska tak zrobiła, gdy nagroda była wręczana Wisławie Szymborskiej. Dyrektor Cyz przyjęła pomysł i poprosiła, abym zorientował się w możliwości pozyskania transmisji. Doskonale pamiętam, że stwierdziłem od razu, iż takimi przedsięwzięciami zajmuje się specjalna komórka w TVP i to ona powinna inicjatywę podjąć. Niemniej zgodziłem się dla dobra sprawy zrobić wstępne rozpoznanie. Prowadziłem je do pewnego momentu, ale wciąż brakowało konkretnej informacji, czy EBU (Europejska Unia Nadawców) transmisję gali udostępni. W miarę upływu czasu z niejakim zdziwieniem zauważyłem, że moi przełożeni nie wykazują żadnego zainteresowania losami gali. Nikt o nią nie pytał. Czułem ewidentnie, że z jakichś powodów nie stała się priorytetem. Każdy kto pracuje w TVP wie, że jeśli projekt jest programowo ważny, to kierownictwo kontroluje jego przygotowania i realizację non stop. Nie zostawia się sprawy na głowie jednej osoby, w dodatku takiej, która formalnie nie ma jej w swoich obowiązkach służbowych.

O tym, że Nobel dla Tokarczuk był w TVP traktowany po macoszemu dowodzi jeszcze inny fakt: nie pokazano retransmisji wykładu noblowskiego pisarki, wygłoszonego trzy dni przed galą. Zrobiła to stacja TVN24.

Sprawa gali wybuchła w weekend ją poprzedzający. O ile pamiętam, Tomasz Lis zaatakował TVP za brak transmisji uroczystości. Zrobiła się burza w Internecie. Prezes Kurski zadeklarował, że Gala Noblowska będzie jednak pokazana na żywo.

Opisuję tę historię dokładnie, ponieważ stała się ona pretekstem do wyrzucenia mnie z pracy. Telewizja Polska sformułowała sześć powodów „ciężkiego naruszenia obowiązków pracowniczych”, z czego dwa dotyczyły właśnie sprawy Gali Noblowskiej. Krótko mówiąc: obarczono mnie winą za to, że mogło było do transmisji nie dojść i że naraziłem TVP Kultura „na straty wizerunkowe związane z oskarżeniami o nietransmitowanie uroczystości, w tym z powodów politycznych”.

Domyślam, że te zarzuty nawet dla osób, które podejmowały decyzję o moim zwolnieniu, nie brzmiały dostatecznie przekonująco i postanowiono znaleźć jeszcze inne tzw. haki. Szukano ich w mojej poczcie służbowej (pracodawca miał prawo wglądu do niej, ponieważ jako pracownicy podpisywaliśmy stosowne zgody). Inwigilacja przyniosła kolejne cztery zarzuty, dotyczące np. tego, że ze swojej skrzynki wysyłałem do teatrów prośby o zaproszenia na przedstawienia, przy okazji informując, że będę pisał z nich recenzje dla portalu Onet (dyrekcja Kultury wiedziała o wszystkich moich zatrudnieniach poza pracą na Woronicza i nie zgłaszała wobec nich sprzeciwu). Jeden z zarzutów, wyciągnięty z poczty, brzmiał następująco:

„Współpraca merytoryczna przy Gali, transmitowanej przez stację konkurencyjną TVN, polegającą na przesłaniu na prośbę redakcji tygodnika Polityka swoich nominacji do Paszportów Polityki”.

Wszystkie powody zwolnienia uznałem za kuriozalne i całkowicie nieuzasadnione. Nie miałem żadnych wątpliwości, że sprawę należy oddać do Sądu Pracy. Nie muszę chyba specjalnie tłumaczyć, że po 15 latach pracy w TVP Kultura, tak brutalne jej zakończenie powodowało głębokie poczucie niesprawiedliwości, choć rzecz jasna zdawałem sobie sprawę, w jakiej rzeczywistości funkcjonuję, pracując w Telewizji Polskiej. Ostatnie lata po zainstalowaniu się nowej władzy powodowały zresztą coraz większy dyskomfort.

Wpisem na blogu z 18 stycznia 2020 roku ujawniłem, co się stało. Natychmiast spotkałem się z niezwykłą reakcją wsparcia. Powstały dwa listy w mojej obronie podpisane przez sto kilkadziesiąt osób ze środowiska teatralnego. Do Telewizji Polskiej wystąpił również Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Adam Bodnar. Swoje oświadczenie sformułowała organizacja Reporterzy Bez Granic (moją sprawę połączono ze zwolnieniem z radiowej Trójki Dariusza Rosiaka). Interweniował poseł Krzysztof Mieszkowski. Dowiedziałem się również o znakomitych artystach, którzy na znak protestu odmawiali występów w TVP. Wszystkie te przejawy solidarności, także publikacje medialne, były bardzo poruszające. Mogłem mieć poczucie, że warto było być wyrzuconym z pracy, by przekonać się, jak była ona doceniana. Bardzo szanuję również gesty tych osób, które od razu przyszły mi w sukurs oferując nową pracę. Pierwszy był Tadeusz Słobodzianek i z jego propozycji skorzystałem. To, że znalazłem miejsce zatrudnienia w Teatrze Dramatycznym, na pewno sprawiło, że mogłem spokojnie czekać na postępowanie sądowe, a trwało ono w Sądzie Rejonowym dwa lata. Było skądinąd ciekawym doświadczeniem.

Sprawa zakończyła się wyrokiem, wydanym 9 lutego 2022 roku. Sąd ocenił, że „powód nie dopuścił się żadnego naruszenia obowiązków pracowniczych, uzasadniającego przypisane mu winy – umyślnego działania na szkody pracodawcy, lub rażące niedbalstwo, a tym bardziej zastosowania tak dotkliwej formy rozwiązania stosunku pracy jakim jest niewątpliwie dla każdego pracownika zwolnienie dyscyplinarne”. Jeśli chodzi o zarzuty dotyczące Gali Noblowskiej w uzasadnieniu wyroku napisano m.in.: „Sąd zważył, że nie sposób jest przypisać powodowi jakiejkolwiek odpowiedzialności za kwestie transmisji ‘gali noblowskiej’. Sąd nie miał wątpliwości, że kwestia związana z transmisją ‘gali noblowskiej’ była poleceniem incydentalnym, zleconym powodowi jednorazowo przez przełożoną i to jedynie w kontekście pytania o transmisję zgłoszonego przez powoda”. Sąd stwierdził, że nie miałem w zakresie obowiązków zadań związanych z jakimkolwiek udziałem w transmisjach zagranicznych.

Telewizja Polska odwołała się od wyroku. Sprawę przejął Sąd Okręgowy w Warszawie XIV Wydział Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Tu postępowanie trwało kolejny rok. Wreszcie 31 marca 2023 roku, po ponad trzech latach od zgłoszenia wniosku, sąd drugiej instancji wydał wyrok orzekający oddalenie apelacji pozwanej, czyli TVP S.A. Tym samym pierwszy wyrok Sądu Rejonowego stał się prawomocny. Sąd przychylił się do wniosku o przywrócenie mnie do pracy. Zwycięstwo na pewno zawdzięczam również mecenasowi Krzysztofowi Klujowi, który mnie reprezentował.

Zapewne czytelnikom tej historii nasuwa się pytanie: dlaczego wnioskowałem o przywrócenie do pracy? Odpowiedź jest prosta: bo taka była logika sprawy. Znalazłem się w sytuacji pracownika, który niesprawiedliwie został zwolniony. Chciałem przede wszystkim, aby sąd uznał ten fakt. A konsekwencją takiego werdyktu normalnie powinien być powrót do status quo ante.

Ktoś zapyta: a dlaczego nie wystąpiłeś o odszkodowanie? To też jest praktykowane w podobnych sporach. A na ile miałbym wycenić to odszkodowanie? Odszkodowanie za największą przykrość, jaka spotkała mnie w życiu zawodowym. Za utratę pracy, którą lubiłem. Pracy, w której – powiem nieskromnie, ale mam przemawiające za tym argumenty – byłem dobry. Ile więc miałem zażądać: sto tysięcy? Milion? Pytanie retoryczne, bo prawo w takich przypadkach przewiduje odszkodowanie w wysokości trzech pensji. To by była wystarczająca rekompensata?

No i najważniejsze pytanie: czy w związku z wyrokiem sądu wrócę do pracy w Telewizji Polskiej?

Moja odpowiedź brzmi: nie. Nie skorzystam z tej możliwości.

Nie wrócę z wielu powodów. Jednym z podstawowych jest to, że nie wyobrażam sobie, żebym po tym, co się stało, miał znowu pracować z ludźmi, którzy podejmowali decyzję o moim zwolnieniu albo przyczyniali się do niej. A oni wciąż są w Telewizji Polskiej.

Nie mniej ważnym powodem jest to, że bardzo źle oceniam obecny stan TVP. Nie chodzi tylko o polityczny wymiar jej działalności, choć ten musi budzić największe obrzydzenie. Pracując przez 15 lat w kanale Kultura służyłem teatrowi, starałem się, by dziedzina ta była możliwie najlepiej obecna na antenie i wiele w tej materii się udało. Żegnając się z TVP pozostawiłem w archiwum blisko sto produkcji, których byłem redaktorem – rejestracji i transmisji przedstawień teatralnych najwybitniejszych twórców. W ciągu minionych trzech lat ten dorobek został wzbogacony w nader skromny sposób (znamienne, że TVP Kultura po moim odejściu nie zrealizowała żadnej transmisji teatralnej, co było przecież wizytówką stacji). Dbałem również o emisję powtórkowych spektakli Teatru TV, przypominając, jak wielkim był skarbem polskiej kultury. Dzisiaj widzę, a wciąż śledzę to, co pokazuje się w Teatrze TV, że scena ta jest doprowadzona do upadku bezprzykładnego w jej 70-letniej historii. Winą za ten regres obarczam ludzi, którzy decydują o Teatrze TV, a którzy w moim przekonaniu nie posiadają kompetencji, by jego misję realizować. Nie mają pomysłów na repertuar i na pozyskanie najlepszych artystów. Dziś Teatr TV jest kolejną zawłaszczoną instytucją, którą rządzą dworskie układy. Z tak krytycznym stosunkiem do tego, co prezentuje Telewizja Polska pod pięknym ongiś szyldem Teatru TV, co miałbym w niej robić?

Jestem pewien, że Telewizja Polska przyjmie decyzję, którą podjąłem, bez żalu.

Spisałem tę historię nie po to, by epatować krzywdą w stylu bohatera Monizy Clavier Mrożka: „wybili, panie, za wolność wybili”. Uważam jednak, że to świadectwo jest potrzebne jako jeszcze jeden przykład tego, co dzieje się za kulisami mediów publicznych. Moja historia nie jest przecież odosobniona. Ale jeśli sprawiedliwość zwyciężyła w moim przypadku, to może nie należy tracić nadziei, że jak mawiał Słonimski: w Polsce możliwa jest każda zmiana – nawet na lepsze.

 

 

1 234 odwiedzin

2 Comments

  1. Słów od dawna brakuje. Tylko ty, dzięki swojej delikatności i taktowi, mogłeś znaleźć takie, którymi te świństwa mogłeś opisać, rozumiem, że z wymuszonym spokojem. Zostaje jesienna nadzieja. Dla ciebie podziw, szacunek i solidarność.

    Reply

Dodaj komentarz

Oznaczone pola są wymagane *.