Agnieszka O. z Krakowa zapytuje: dlaczego nie napisałem jeszcze o Mundialu? Agnieszka jest kibicką zawołaną i swoim pytaniem, a nawet, jak rozumiem, pretensją uświadamia mi tendencję, która, by użyć określenia z jakże teatralną konotacją, n i e p o s t r z e ż en i e weszła do życia. Bo trzeba to przyznać bez ogródek: kobiety coraz bardziej interesują się futbolem. Przykładów na to zjawisko w swoim otoczeniu znajduję bez liku.
Już w pierwszym dniu Mundialu do mojego pokoju redakcyjnego zaszła przesympatyczna koleżanka Monika, ogłaszając, że przyjmuje zakłady: kto zdobędzie mistrzostwo? Przy czym jak to niewiasty w dzisiejszych czasach oczekiwała odpowiedzi natychmiastowej. A przecież taki stary kibic jak ja nie może odpowiedzieć na tak fundamentalne pytanie bez namysłu, bez odpowiednich analiz, bez rekonesansu, bez statystyki i informacji.
– Nie zastanawiaj się tylko mów – rzekła Monika nie używając wcale tonu rozkazującego, co nie zmniejszało siły perswazji zawartej w prośbie. W przypływie nagłego natchnienia odpowiedziałem:
– W finale zagra Brazylia z Argentyną i wygrają Canharinios.
Skąd się wzięło to wskazanie wyjaśniłem innym moim koleżankom przy obiedzie. Otóż nigdy nie zdarzyło się, żeby mistrzostwa organizowane poza Europą wygrała drużyna europejska. I na dowód zacząłem recytować wstecz kolejne kraje organizujące mundiale i ich zwycięzców:
2002 – Korea i Japonia – wygrała Brazylia
1994 – USA – Brazylia
1986 – Meksyk – Argentyna
1978 – Argentyna – Argentyna
1970 – Meksyk – Brazylia
1962 – Chile – Brazylia
1950 – Brazylia – Urugwaj
I gdy doszedłem do roku 30 i pierwszych mistrzostw nagle dostałem zaćmienia. Zapomniałem bowiem, gdzie był organizowany turniej, który wygrał Urugwaj. Poczułem się dokładnie tak, jak na egzaminie wstępnym na WoT, gdy prof. Treugutt poprosił mnie, abym wymienił poetów Skamandra. Niby wiedziałem, ale nijak nie mogłem sobie przypomnieć. W głowie całkowita pomroczność, w gardle suchość, pot spływa po karku. Z pytania profesora w końcu jakoś wybrnąłem. Skandaliczną amnezją dotyczącą pierwszego organizatora mistrzostw świata w piłce nożnej niewątpliwie skompromitowałem się w oczach koleżanek.
A kobiety nadobne i dziewczęta płoche emocjonują się mundialem, śledzą mecze, obstawiają wyniki. Jadę sobie do Gorzowa, a tu telefon. Dzwoni Justyna i pyta:
– Jaki byś dał wynik w meczu Brazylia – Wybrzeże Kości Słoniowej, bo obstawiam zakłady. Gdyby zadzwonił któryś z kumpli, to bym mu na odczepnego powiedział: 5:0 dla Kości. Ale Justyna wie, jak moją próżność połechtać:
– Przecież się znasz na piłce. I jak tu nie zawieść dziewczyny? Czuję się jednak jak strzelec rzutu karnego. Niby nic prostszego: walnąć w bramkę a nie w bramkarza. Ale ilu wielkich przestrzeliło karnego narażając się na sromotę, gniew i drwiny? No więc mówię niepewnie:
– 2:1 dla Brazylii. Było ostatecznie 3:1. Justyna już mnie więcej nie spytała o prognozy wyników.
Oglądam z ojcem jakże ciekawy mecz Niemcy – Anglia. Aż tu naraz w drugiej połowie odzywa się matka:
– Te chłopaki to przystojniejsze są od naszych.
– A był taki Gorgoń – odzywa się mój brat, który na moment się zjawił w pokoju. To, że przypomniał Gorgonia mnie nie dziwi. Mój brat uważa, że wszystko, co najlepsze skończyło się w pierwszych latach 70. Przystojność piłkarzy też.
– O, Gorgoń miał takie blond loki – przypomina sobie mama, co mnie zdumiewa, bo narzeka już na pamięć.
Niestety moje koleżanki nie mogą pamiętać stopera Górnika Zabrze, Jerzego Gorgonia. Nie mogą więc porównać jego urody np. z Ronaldo. Zdaje się, że pewne wrażenie robi na nich trener Niemiec Loew. Wrażenie jednak się zepsuło, gdy na You Tubie zobaczyły jak grzebie w nosie podczas meczu, co uchwyciły bezwzględne kamery. Kinga gorąco kibicuje przystojnej drużynie Hiszpanii, co dodaje jej (Kindze, nie drużynie) hiszpańskiego powabu.
Po meczu Anglia – Niemcy dostaję sms od Doroty, która pyta, czy płaczę z Anglikami, czy cieszę się z Niemcami? Na szczęście nie każe mi typować następnych wyników.
Więc tyle jest przykładów na to, jak kobiety wciągnął mundial. A kumple? Z Zagańczykiem nie wymieniłem zdania o mistrzostwach od inauguracji. Z Drewniakiem jakaś zdawkowa ocena: ciekawe, ciekawe. Z Radkiem, do którego wielokrotnie przychodziłem na mecze, bo ma wielki telewizor, na razie podczas mundialu obejrzeliśmy tylko jeden.
Czy z tego wszystkiego coś wynika? Boję się nawet myśleć.
Gdy wychodziłem z redakcji Beata westchnęła znad komputera:
– Szkoda, że dzisiaj nie ma meczu.
aż przejrzałam zdjęcia Gorgonia w sieci, owszem, przystojny… kiedy ściął te blond loki ;)
Chyba je ściął jak już przestał grać w piłkę. Ale z włosami takim czy innymi był z pewnością jednym z naszych najlepszych stoperów. I zabawowy był przy tym niezwykle. Kazimierz Górski mówił jednak o nim: „Wolę pijanego Gorgonia od trzeźwego Ostafińskiego”.
Noooo, napisałeś :) Dziękuję! Ech, szkoda, że się z Tobą nie zakładałam podczas tego mundialu, bo – się pochwalę – bezbłędnie wytypowałam 8 drużyn do 1/8 i 15/16 do wyjścia z grupy – dzięki czemu wygrałam to i owo ( w zakładach z kolegami…) Aż żal, że mistrzostwa się kończą. Ale „mój” finał miał być inny: Urugwaj-Argentyna. Cóż, nie tym razem. Załączam uściski i… pozytywnego kopa na pozostałe mecze. PS. A Niemcy czy Hiszpania? ;)
Przegrać z Tobą, Agnieszko, to byłaby nawet przyjemność, zwłaszcza jeśli tak dobra jesteś. Jesteś zatem żywym dowodem tendencji, o której napisałem. Teraz skłaniałbym się do finału Holandia-Niemcy, bo byłaby to powtórka z 74 roku. Ale kto wygra?
Chciałabym, żeby wygrało państwo na H… :) Pozdrawiam!