Filozof bycia

Przeczytałem książkę Piotra Łopuszańskiego pt. Gustaw Holoubek z podtytułem: Filozof bycia. Wydawca reklamuje ją jako: „Pierwszą pełną biografię jednej z największych osobowości artystycznych naszych czasów”. Autor wcześniej zajmował się Leśmianem, a w zeszłym roku opublikował monografię Zbigniewa Nienackiego Pan samochodzik i jego autor. Pracę te również przewertowałem ze względu na sentyment do lektury z dzieciństwa. Nie wiem, która z tych publikacji jest gorsza. Nie wiem też, co sądzić o człowieku, który najpierw „zgłębia” życie i twórczość wielkiego poety, następnie popularnego pisarza dla młodzieży, a potem jeszcze wybitnego aktora. Niby nie ma w tym nic niestosownego, ale podejrzewam, że pan Łopuszański jest kimś w rodzaju biografisty amatora, który ma nieodpartą potrzebę dzielenia się zamiłowaniem do cenionych przez siebie artystów.

To, że Łopuszański nie jest teatrologiem wychodzi już w pierwszych zdaniach jego książki o Holoubku. „W XX stuleciu teatr stał się domeną inscenizatorów: Meyerholda, Schillera, Hanuszkiewicza” – oznajmia z niezachwianą pewnością wiedzy, nabytej chyba w Wikipedii. Co i rusz zresztą natrafiamy na rozczulające w swej naiwności stwierdzenia w rodzaju: „Film operuje nie tylko słowem, ale w głównej mierze obrazem”. Padają kuriozalne opinie np. Sartre’a Łopuszański przedstawia jako „bardzo popularnego w Polsce francuskiego filozofa-egzystencjalistę, a zarazem zwolennika polityki Mao-Tse tunga”. Autor też z mozołem kreśli tło historyczno-polityczne życia Gustawa Holoubka, które to wysiłki można skwitować cytatem z Płatonowa: „Mądry to wie, głupi nieciekawy wiedzieć”. Samą zaś biografię aktora przedstawia w czysto kronikarski sposób, w jednym zatem akapicie mamy podaną informację o kolejnej roli Holoubka z obowiązkowym zestawem cytatów z recenzji, a w następnym np. że pojechał na urlop do Bułgarii albo się ożenił kolejny raz. Nie ma co mówić o jakiejkolwiek próbie zrozumienia fenomenu aktorstwa Holoubka, ale także jego uwikłań z PRL-owską władzą. Sama lista odznaczeń i splendorów, które otrzymywał aktor, a które Łopuszański pracowicie podaje to tylko wierzchołek problemu, który naprawdę może być fascynujący, jeśli tylko spróbować zejść pod powierzchnię. Łopuszański niczego nie odkrywa w biografii Holoubka. Nie wydaje się, żeby źródłami jego informacji było coś więcej niż prasowa dokumentacja i papiery z teczek personalnych. Chyba ani razu nie wspomniana jest wspólna książka Holoubka i Andrzeja Hausbrandta Teatr jest światem, która była wykładem poglądów aktora na teatr. Można także odnieść wrażenie, że biograf nie przeprowadził ani jednego wywiadu z ludźmi, którzy Holoubka znali, byli jego współpracownikami (gdzieś napomyka, że nie udało mu się nawet nawiązać kontaktu z Magdaleną Zawadzką). Posiłkuje się zwykle opiniami opublikowanymi. Nawet anegdoty przytacza powszechnie znane. Konkluzje książki są całkowicie banalne: „Mylił się, błądził, a jednocześnie mądrze i rozsądnie patrzył na świat. Zachowywał dystans, będąc zaangażowanym. (…) Żył dla kultury i dla ludzi”. Groteskowy jest podtytuł biografii: Filozof bycia. Jeśli przypomnieć sobie, że książka Marii Czanerle o Holoubku wydana jeszcze w latach 70. nosiła tytuł: Gustaw Holoubek. Notatki o aktorze myślącym, co już wówczas wzbudzało ironiczne komentarze, to Łopuszański niewątpliwie „upupił” swego bohatera jeszcze bardziej.

Znęcać się nad książką Łopuszańskiego jest bardzo łatwo. Można tylko zgrzytać zębami, że pierwsza biografia Holoubka jest kompletnie zmarnowana. Oczywiście pisać każdy może i, jak widać, może też płody swego pióra wydrukować. Pytanie jednak rodzi się poważniejsze: czym się zajmuje polska teatrologia, jeśli w napisaniu biografii jednego z najwybitniejszych twórców naszego teatru  uprzedza ją amator (nie miałbym do niego pretensji, gdyby to zrobił doskonale)? Kiedyś już marudziłem, że nie mamy biografii wielu artystów z okresu powojennego, których życie i twórczość to pasjonujący temat nie tylko dla miłośników historii teatru. Ile trzeba jeszcze czekać na książki o Łomnickim, Dejmku, Hubnerze, Korzeniewskim? Owszem, ukazują się wywiady-rzeki z żyjącymi artystami, różnej zresztą jakości, ale nie zastąpią one porządnej biografistyki, która będzie też po prostu do czytania. Przykład biografii Kapuścińskiego, cokolwiek o niej sądzić, pokazuje, że tego typu publikacje mogą wywołać żywe reakcje. Ale widać nasi teatrologowie mają co innego na głowie.

1 416 odwiedzin

5 Comments

  1. Chciałem dodać opinię dotyczącą książki Łopuszańskiego o autorze „Pana Samochodzika”, którą sobie byłem zakupiłem, przeczytałem i z lekkim sercem oddałem.Właściwie jedynymi interesującymi częściami tej publikacji były szkic biograficzny Nienackiego oraz przedruki ilustracji z różnych wydań jego słynnego cyklu powieściowego.Jakiekolwiek próby analizy, czy wyciągania wniosków okazały się żałośnie mizerne i że tak powiem tępe. Ze zdziwieniem przeczytałem, że autor tej publikacji wziął się teraz za Holoubka – postać, co tu dużo mówić, ciut bardziej złożoną… Pozostaje czekać, kto padnie kolejną ofiarą Łopuszańskiego.

    Reply

    • Wszystko prawda. Ta monografia Nienackiego chyba jest jeszcze bardziej kuriozalna od książki o Holoubku, choć w drugim przypadku ze względu na osobę bohatera żal można mieć większy. Pozdrawiam

      Reply

  2. Jezus MariaA ja to identycznie zrecenzowałam w Pana kiedyś macierzystym „Teatrze”. Z tymi samymi cytatami!!!.pozdrawiamMagda R.

    Reply

    • Pani Magdo, ja oczywiście nie czytałem Pani recenzji (chyba nie została jeszcze wydrukowana?), więc zbieżność jest tutaj przypadkowa. Choć może wcale nieprzypadkowa, po prostu ta książka nie daje żadnych szans na różnice ocen. Pozdrawiam

      Reply

      • Miałam na myśli oczywiście jedynie zaskakującą zbieżność poglądów (ostatnimi czasy coraz częstszą), co świadczyłoby chyba o naszym zdrowym rozsądku.pozdrawiamMagda R

        Reply

Skomentuj ~magda R Anuluj pisanie odpowiedzi

Oznaczone pola są wymagane *.