Wczoraj w Instytucie Teatralnym promocja książki Basi Osterloff o Zelwerowiczu. Jak skończę czytać 1000 stron biografii Miłosza, to pewnie zabiorę się za te 1000 stron biografii Zelwera. Czytany przez Grzegorza Gieraka fragment, w którym Basia opisuje nos Zelwerowicza – jakby powiedział prof. Raszewski: wyborny. Profesor mógłby jeszcze dać taki komentarz: „(…) w jednym zdaniu z pomocą kilku nieomylnie dobranych słów szkicuje sylwetkę [Raszewski odnosił tę uwagę do opisu Żółkowskiego, ale można przecież podmienić nazwisko na Zelwerowicza], którą od razu się widzi. Niebywała sugestywność tej notatki każe zwrócić uwagę na selektywność opisu, umiejętny wybór tego, co najważniejsze, z pominięciem reszty”. Opisanie aktora to pewnie w dziedzinie krytyki artystycznej sztuka najwyższa. Ale czy możliwe jest opisanie aktora, którego się nigdy nie widziało? Wygląda na to, że Basia dowiodła, że możliwe.
Na tej promocji dowiedziałem się, że Instytut Teatralny ogłosił właśnie komunikat o nowej sesji naukowej: Nowe historie – nowe biografie. W zapowiedzi można przeczytać:
Uczestników konferencji zapraszamy do zmierzenia się z następującymi pytaniami i zagadnieniami:
1. Czy można pisać cudze życie? Możliwości i ograniczenia biografistyki w świetle współczesnych koncepcji podmiotu, osobowości i krytyki tożsamości.
2. Powieść biograficzna, biogramat, bioteatr, dokument filmowy etc. – gatunkowe i narracyjne możliwości biografistyki.
3. Panegirysta, sojusznik, demaskator – pozycja biografa wobec bohatera.
4. Czy istnieje życie sceniczne? Specyfika biografistyki teatralnej.
5. Kartka jako scena – biografia jako inscenizacja.
Ponieważ przy okazji poprzednich konferencji zżymałem się na teatrologów, że nie zajmują się tym, co wydaje się dzisiaj bardzo ważne, a mianowicie pisaniem biografii i monografii naszych wybitnych artystów, zatem zwrócenie się przez Instytut Teatralny w tę właśnie stronę muszę docenić. Zęby mnie trochę bolą od tej nowomowy, którą napisano uzasadnienie konferencji, ale nic to, Baśka, jak mawiał pan Wołodyjowski. Chętnie się stawię na tę konferencję, bo temat ma pierwszorzędne znaczenie. Mam tylko nadzieję, że nie zdominują jej moi ulubieni doktoranci teatrologii.