Rylski

W „Dużym Formacie” wywiad z Eustachym Rylskim, którego lubię nawet jeśli śmieszy mnie czasami jego wyniosłość. Parę jego wypowiedzi warto zanotować:

„(…) jak na Europę jesteśmy rasą młodą i dziką. Przy wszystkich zaletach młodości, jak impet, energia, łatwość uczenia się, pracowitość, talenty, umiejętność konkurowania, uroda – Polki obok Czeszek, Włoszek z północy i Rosjanek z dużych miast są najpiękniejszymi Europejkami – i jak na tryb życia, niebywałe zdrowie, a do tego jeszcze urok, mamy jedną dokuczliwą wadę – niedojrzałość. Brzmi lekko, ale niesie ze sobą ciężkie dysfunkcje i patologie. To z niedojrzałości bierze się na przykład terror, jakim zbiorowa histeria podporządkowuje sobie wszelki umiar i rozsądek.

Co jeszcze pana zdaniem świadczy o naszej niedojrzałości?

Kłótliwość, która nie jest błahostką, ale koszmarem, w jaki zanurzają się małżeńskie nieporozumienia, rodzinne uroczystości, telewizyjne dyskusje, gminne zebrania, samorządowe ustalenia, parlamentarne procedury, prezydenckie przewagi. Z dołu do góry idzie cholerna polska brzytwa tnąca równo z trawą każdy pogląd inny od własnego. Zamęczające na śmierć. I wbrew pozorom nudne.

Czy pan czuje się w Polsce w mniejszości?

Pochlebiam sobie, że wszędzie się czuję w mniejszości, jak każdy inteligent, którym od czasu do czasu, mam nadzieję, bywam. Ale inteligencja to w moim rozumieniu bardziej kategoria etyczna niż intelektualna. Każdy człowiek o niezawodnym instynkcie moralnym jest inteligentem, dlatego nie tylko w Polsce występuje w ilościach śladowych. (…) Inteligent to sól każdej ziemi, jej absolutny niezbędny mikroelement, ale nie jest i nigdy nie był żadną warstwą lub klasą społeczną. Inteligencja jest z samej swojej natury nie jest w stanie stworzyć żadnej klasy, bo nie łączą jej bieżące interesy życiowe. Jest rozproszona i introwertyczna, mylona często z klasą średnią lub absolwentami wyższych uczelni. To jest nieporozumienie upokarzające inteligencję. Ona ma swój etos, swój sens, swoją tradycję i swój wdzięk, ale żadnego realnego wpływu na państwo. Nic a nic.”

Rylski mówi też o ludziach, którzy zaczynają tworzyć tzw. klasę średnią:

„Zaczynają mieć pierwsze pieniądze, których jest już za dużo na grilla i piwo, ale za mało na gabinet w brytyjskim stylu. Ale z czasem będzie i gabinet. Mają bezdyskusyjne zalety, jakich nie podziwiam, i wady, jakie mnie złoszczą. Są zaczątkiem klasy średniej, taką pierwszą szlachtą, z którą się nie identyfikuję, ale do której uporczywie weksluje mnie sposób życia i jego infrastruktura. A mówię o tym dlatego, że jest to grupa, bo jeszcze nie klasa, która inteligencję pożre, by nie mieć na widoku swojej antytezy”.

Rylski wydał właśnie nową powieść. Ale wciąż mam w pamięci jego sztuki telewizyjne: Chłodną jesień, Zapach orchidei, Nettę. Szkoda, że teatr go nie wykorzystał dla siebie. Tylko czy taki pisarz jak Rylski nie byłby „antytezą” dzisiaj w teatrze?

Dywagacje inteligenta w piątek po południu…

680 odwiedzin

Dodaj komentarz

Oznaczone pola są wymagane *.