Zdjęcie

Są zdjęcia, które utrwalają różne historyczne wydarzenia, a które stały się ikonicznymi obrazami. Już na zawsze będą się wyświetlać, ilekroć będziemy zapisane w nich fakty przywoływać. Przykłady pierwsze z brzegu: żołnierze niemieccy obalający szlaban polskiej granicy we wrześniu 1939 roku (choć, jak się później okazało, scenę specjalnie zainscenizowano dla potrzeb propagandy); figura Chrystusa przed kościołem Zbawiciela wśród gruzów powstania warszawskiego; transporter pod kinem Moskwa, sfotografowany 13 grudnia 1981 roku przez Chrisa Niedenthala – słynny „Czas Apokalipsy”.

Zdjęcie, które zostało zrobione 50 lat temu w Sejmie, też bym umieścił w polskim albumie. Ktoś, kto nie zna kulis tego, co przedstawia, może nie zwróciłby na fotografię uwagi. Ot, sejmowe głosowanie, siedzą posłowie, jeden ma podniesioną rękę do góry. A jednak to zdjęcie upamiętnia wyjątkowo poruszające zdarzenie.

A historia była taka: władze PRL postanowiły wpisać do konstytucji zapis o kierowniczej roli PZPR i o trwałym sojuszu ze Związkiem Radzieckim. I właśnie te poprawki miały być przegłosowane 10 lutego 1976 roku w Sejmie. Ekipie Edwarda Gierka zależało na jednomyślności posłów. Włodzimierz Kalicki w swoim znakomitym kalendarium tak opisywał ten dzień:

„Posiedzenie Sejmu zaczyna się o 10, do głosu zapisało się 27 posłów. Przemówienie w tak ważnej dla władz partyjnych sprawie, i to pod okiem samego Gierka, to wyborna okazja do popisania się wazeliniarską erudycją. Jedni posłowie, jak Stanisława Świderska z PZPR, dukają z kartki bełkotliwe komunały: «Polska Ludowa przyniosła kobiecie poczucie dumy narodowej, stabilizację rodziny wolną od troski o niepewne jutro». (…) Elita partyjnych posłów prześciga się w podkreślaniu, że zmiany w konstytucji odzwierciedlają w istocie ogrom postępu w realnym budownictwie socjalizmu. Stomma siedzi nieporuszony”.

Stanisław Stomma był posłem z klubu Znak, skromnej reprezentacji tzw. postępowych katolików, których na fali odwilży 1956 roku PRL-owska władza dopuściła do udziału w wyborach. Posłowie Znaku w ramach koncesjonowanej działalności starali się występować w ważnych sprawach, m.in. zgłosili interpelację w obronie studentów bitych przez milicję w marcu 68 roku. Stomma z czasem był jednak coraz bardziej osamotniony nawet we własnym klubie, którego pozostali członkowie byli gotowi wchodzić bardziej w układy z władzą. Głosowanie w sprawie poprawek do konstytucji stało się też przedmiotem sporu między nimi.

Wydarzenia sprzed 50 lat w biografii Stanisława Stommy tak opisuje Radosław Ptaszyński:

„Gdy nastąpiło głosowanie, przy pytaniu «kto jest za» Stomma jako jedyny nie podniósł ręki, dyskretnie rozglądał się po sali, do końca myśląc, że nie będzie sam. Gdy marszałek Stanisław Gucwa zapytał, kto wstrzymał się od głosu, samotnie podniósł rękę i trzymał ją dłuższy moment wysoko w górze”. I właśnie ten moment uchwyciło zdjęcie.

Co oznaczał ten gest, dobrze rozumieją ci, co przeżyli PRL. Mógł grozić realnymi represjami, włącznie z takimi, których doświadczył inny poseł Znaku, Stefan Kisielewski, gdy w 1968 roku nazwał rządy Władysława Gomułki „dyktaturą ciemniaków”. Pobili go tzw. nieznani sprawcy. W przypadku Stommy władza nie użyła tak prymitywnych środków, za karę nie został tylko wybrany w następnych wyborach do Sejmu.

Na zdjęciu z głosowania 10 lutego widać innych posłów. Nikt nie patrzy w stronę Stommy. Siedzący obok, kolega z klubu Znak, Janusz Zabłocki, utkwił wzrok gdzieś w dali. Ciekawe, czy myślał o własnym strachu? A może o korzyściach, jakie przyniesie mu to, że zagłosował inaczej niż Stomma.

A Stomma „na zadawane przez kilkadziesiąt kolejnych lat pytanie, czemu nie głosował «przeciw», lecz wstrzymał się od głosu, miał zawsze tę samą odpowiedź: taką przyjmowałem zawsze taktykę – paktować, ile się da, zaznaczyć protest bez demonstracji, głupotą jest wzbudzanie gniewu przeciwnika. A jednak była to demonstracja jednoznaczna, wyraźna, ze względu na osamotnienie tego gestu, przybrał on niemal wymiar rejtanowski” – konkluduje Ptaszyński w książce pt. Stommizm.

W Sejmie gest Stommy był rzeczywiście całkowicie samotny. Ale symbolizował sprzeciw, który powoli się rodził w części społeczeństwa. Wyrażały go choćby listy najpierw 59, a potem 101 przeciwko zmianom w konstytucji, podpisane przez intelektualistów, artystów, także ludzi teatru. Stomma mógł się poczuwać do odpowiedzialności reprezentowania również tych odważnych sygnatariuszy. Rok 1976 przyniósł kolejne wydarzenia, które uruchomiły realną opozycję. Kuriozalne poprawki w konstytucji uchwalono, ale jedna podniesiona ręka Stanisława Stommy w głosowaniu sejmowym byłą manifestacją nie tylko odwagi – odważni bywają czasem ludzi głupi – a raczej mądrości, która nakazywała postąpić tak a nie inaczej.

 

 

.

194 odwiedzin

One Comment

Skomentuj Magda R. Anuluj pisanie odpowiedzi

Oznaczone pola są wymagane *.