Kiedy zagrasz?

Wczoraj na scenie na Wierzbowej promocja książki pt. Zagram ci to kiedyś, na którą składają się rozmowy ze Stanisławem Radwanem przeprowadzone przez Jerzego Illga. Książka należy do tych, od których trudno się oderwać i właściwie pozostawia jeden tylko żal: jest za krótka (choć liczy ponad 500 stron). Bo chciałoby się jeszcze poznać, co ma Radwan do powiedzenia, dopytać, podrążyć.

Trudno sformułować niebanalnie pochwałę Stanisława Radwana. W książce są tzw. kapsuły – wypowiedzi przyjaciół i współpracowników kompozytora, którzy wedle sugestii Jerzego Illga mieli w trzech zdaniach opowiedzieć o swoim stosunku do bohatera. Mało komu to się udaje w takim wymiarze, ale wszyscy mówią o Radwanie w najwyższych superlatywach zarówno jako o artyście, jak i człowieku. Nawet to, co mogłoby się wydawać największą jego wadą, czyli spóźnianie się z umówionymi pracami, przeszło do anegdoty i przydaje mu tylko kolorytu. To bodaj Aleksander Bardini powiedział, że nie Radwan się spóźnia, tylko czas za nim nie nadąża.

Podczas spotkania na Wierzbowej ktoś stwierdził, że Radwan ma coś takiego, że wszyscy go kochają. I rzeczywiście trudno znaleźć pośród najwybitniejszych nawet artystów ludzi, których osobiste cechy – kultura, wdzięk, dowcip – zjednywałyby tak bardzo sympatię. Ktoś może być bowiem świetnym twórcą, ale przy okazji jest ciężkim bufonem, z którym trudno wytrzymać. Z Radwanem przyjemnie jest przebywać nawet w ciszy. I jest to mądra cisza.

Biograficzne opowieści Radwana w jakiejś mierze odkrywają, skąd się wziął. Dom rodzinny w Makowie, ojciec organista miał na pewno duży wpływ na jego wychowanie. Kompozytor wspomina, że miał szczęście do spotkań z wybitnymi ludźmi i oni też go kształtowali. To zresztą jest niezwykłe, że Radwan potrafił się porozumiewać z tak przecież różnymi indywidualnościami reżyserskimi, jak Swinarski, Wajda, Grzegorzewski, Jarocki. Ale niezależnie jak dużo czerpał od innych musi mieć Radwan jakiś swój niepowtarzalny gen wrażliwości, który czyni jego obecność tak wyjątkową. Może jednak nie dopytujmy się, dlaczego Radwan jest Radwanem, cieszmy się, że nim jest i mamy szczęście obok niego żyć.

Książka w dużej mierze jest opowieścią o przeszłości, przywołuje piękne czasy i doświadczenia artysty. Prawie nie ma w niej odniesień do teraźniejszości, jeśli nie liczyć pojawiających się utyskiwań na rzeczywistość polityczną. Ale przecież jeśli się spojrzy na prace Radwana, to łatwo zauważyć, że od paru dobrych lat jest ich niewiele. W Starym Teatrze nic od 2010 roku. Stworzył muzykę do Kordiana Jana Englerta – inscenizacji zrealizowanej na 250-lecie Teatru Narodowego (filmową impresję pokazującą kompozytora przy tworzeniu muzyki do tego przedstawienia mogliśmy zobaczyć podczas promocji książki). I jeszcze ostatnio Sługa dwóch panów Bradeckiego w Dramatycznym. Ale nie chodzi o pojedyncze przypadki. Pytanie: czy dzisiaj jest teatr, który swoją sztuką Radwan mógłby współtworzyć?

Bardzo mnie porusza ta tytułowa fraza książki: Zagram ci to kiedyś. Bardzo bym chciał, żeby Stanisław Radwan jeszcze zagrał.

 

 

 

 

1 245 odwiedzin

4 Comments

  1. „czy dzisiaj jest teatr, który swoją sztuką Radwan mógłby współtworzyć?”
    Nie ma.
    Ale zagrał. Zagrał wykład inauguracyjny w Akademii Teatralnej. Jeden z najlepszych, jakie na tej scenie słyszałam.

    Reply

    • Żałuję, że nie słyszałem. Podobno w Krakowie Ewa Kaim szykuje spektakl z muzyką Radwana. Może obietnica z tytułu książki się jeszcze spełni.

      Reply

Skomentuj admin Anuluj pisanie odpowiedzi

Oznaczone pola są wymagane *.