To jest prawdziwa sztuka marketingu z książki słabej, pełnej błędów uczynić przedmiot dyskusji, która ożywia sezon ogórkowy. Czytam na portalu „Krytyki Politycznej” tekst Witolda Mrozka, który komentuje polemiki krytyków z osławioną „Wątrobą”. Osoby odpowiedzialne za „słownik” (jak Nowak i Pawłowski) czy życzliwe tej publikacji (jak Mrozek) dość sprytnie próbują narzucić „dyskurs”, który ma zatuszować jej słabości i przerzucić spór na nowe pole. „Dla mnie – pisze Mrozek – Słownik polskiego teatru po 1997 roku nie jest szarżą młodych twórców, z irokezami czy w bojówkach, na redutę odzianych w szare marynarki i obwieszonych ryngrafami konfederatów barskich polskiej krytyki teatralnej. (…) konflikt ten – jak