Kiedy stałem wczoraj we foyer Teatru Dramatycznego, oczekując na rozpoczęcie przedstawienia Trzy kolory gwiazdy europejskiej reżyserii, Johana Simonsa, uwagę moją zwrócił fakt, że w teatrze zjawiło co najmniej kilku młodzieńców w wełnianych czapkach na głowie. Przypomniałem sobie od razu, że nie dalej jak tydzień wcześniej na gali Feliksów w hotelu Bristol widziałem Iwana Wyrypajewa w podobnym nakryciu. Zaś parę dni temu na parkingu przy Woronicza zatrąbił na mnie przejeżdżający samochód, którego właściciela nie rozpoznałem, zanim nie uchylił okna i wtedy dopiero spostrzegłem sympatyczne oblicze reżysera Libera. Nie mogłem go początkowo poznać z powodu… wełnianej czapki. Kiedy zasiadłem na widowni przede