Drogi Tadeuszu
Nie wiem, czy obchodzisz urodziny, chociaż jako rodowity Krakus powinieneś, ale nawet jak się przed tym wzdragasz, to przecież kalendarza nie zmienisz, a on przypomina, że dzisiaj Twoje święto. I z tej okazji piszę ten list, bo chciałem wyrazić wdzięczność za wszystko, czego dotychczas dokonałeś i szacunek, że było to tak dobre.
Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale należysz do ostatniego pokolenia wielkich krytyków, którzy wiele znaczyli, szczególnie w czasach PRL-u. Gdyby wyobrazić sobie taką sztafetę, w której pierwszy biec zaczął Kott, po nim pałeczkę przejął Puzyna, następnie dołączyła Marta Fik, to Ty też tworzyłeś tę piękną reprezentację polskiej krytyki. Pewnie trzeba by jeszcze parę nazwisk w niej umieścić, ale to byli zawodnicy, którzy za szybko z tego biegu wypadali albo zmieniali trasę.
Wasze, Twoje zasługi są tym bardziej godne pamięci, że pisaliście i działaliście na przekór rzeczywistości, która była niesprzyjająca najoględniej mówiąc. Krytyka, przez Ciebie uprawiana, była funkcją oporu, ale też szkołą myślenia i co warto szczególnie uhonorować: sztuką pisania. Zapadły się w historii spory o przedstawienia i twórców, ale żywy pozostał styl, a wiadomo, czym jest styl: to człowiek.
Chętnie więc wracam do tego, co pisałeś. Na przykład do tekstu pt. Poszczególności:
„Będąc na dowolnym spektaklu pamiętajcie o świętej zasadzie teatru, że istnieje on tylko w czasie teraźniejszym, w danym momencie i w danym miejscu. I liczy się to tylko, co się zdarzy t e r a z, w tej chwili. Jeśli będzie wspaniałe, zapamiętajcie to jako wspaniałe. Poczujecie się nagle wzruszeni grą jakiegoś aktora, wywołał w was jakieś wspomnienie, poruszył, jak to się mówi, czułą nutę w duszy… trzymajcie się tego jak Boga samego i nie dajcie zatrzeć tego wrażenia doznaniom wstrętu i niechęci, jakich doświadczacie chwilę później. (…) Może zbyt późno odkryłem tę prawidłowość relacji całość – fragment, ale staram się coraz usilniej wierzyć w moc poszczególności. Bo dlaczegóż, pomijając inne względy, nie zachować we wdzięcznej pamięci spektaklu, który – choć jako całość niestrawny – wrzucił w czarną otchłań mojej duszy zapałkę mądrości i przyjemności? Niech jedną tylko, płonącą kilka sekund, kilka minut”.
Tak pisałeś ponad 40 lat temu, a Twoją praktykę doznawania poszczególności można cały czas stosować siedząc na wielu przedstawieniach.
Nie ma już redakcji, w których pracowałeś. Nie ma czasopism, w których pisałeś. Nie ma „Dialogu” Puzyny i „Dialogu” Sieradzkiego, a czytało się go również dla Ciebie, z czasem może przede wszystkim dla Ciebie. Na szczęście teksty zostały w książkach i one będą przypominać: Nyczek to ktoś bardzo ważny. Nie tylko zresztą dla teatru.
By jednak nie popadać w przesadną nostalgię, nawet jeśli usprawiedliwioną Twoim jubileuszem, chciałbym Ci powiedzieć, że wciąż brakuje Twojego pisania. I na pewno nie tylko mnie. Wiemy, że masz swoją przystań w Teatrze Ateneum (to zresztą znamienna droga, którą przeszedłeś od kibicowania teatrowi studenckiemu do współtworzenia sceny na Powiślu) i dobrze, że dyrektor Tyszkiewicz ma Ciebie u boku. „Ateneum jest pięknym teatrem” – jak głosili pijacy w piosence Młynarskiego. Ale jeśli mogę złożyć Ci urodzinowe życzenie, a przypuszczam, że nie jest to tylko moje życzenie, to chętnie bym Cię jeszcze poczytał. Twoja ostatnia – niezbyt obszerna – książka Epitafia dla przyjaciół to poruszające wspomnienia bliskich Ci ludzi, zwłaszcza z Twojego pokolenia: Barańczaka, Zagajewskiego, Pszoniaka, Treli. „Ot, taki mały, prywatny cmentarzyk. Często tam zaglądam” – napisałeś. Ale ten „prywatny cmentarzyk” – taki paradoks – jest przecież znakiem Twojego życia. A może byś zdał jeszcze z niego relację? Twoja biografia jest Twoją biografią, ale fajnie byłoby, gdybyś ją opowiedział, bo zawiera kawał pasjonującej historii teatru, literatury, sztuk plastycznych, ludzi, z którymi się spotykałeś, zdarzeń, których byłeś świadkiem i bohaterem. To jest nadzwyczaj ciekawe i w poszczególnościach, i w całości…
Namawiam Cię zatem na ten jeszcze jeden „pełny głos”. No a poza tym życzę zdrowia i zbawiennego spokoju w tym ogłupiałym świecie.
Wojtek