Kilka uwag o wazelinie

Nie wiem, jaki skład ma wazelina. Z chemii byłem dosyć słaby. Nauczyciel tego przedmiotu w moim liceum, dystyngowany dżentelmen, nosił zawsze w kieszeni marynarki tygodnik Życie Literackie i może dlatego mówił do mnie: Machejek. Przypomnę, że tak się nazywał redaktor naczelny krakowskiego pisma, niezbyt dobrze oceniany w dziejach kultury PRL. Z chemii pamiętam skład wody, alkoholu, trochę symboli z tablicy Mendelejewa. Wiem np. że Au to złoto, którym, jak wiadomo, jest milczenie. Ale nie zawsze. Z wazeliną jednak mam kłopot.

Wazelina posiada różne znane zastosowanie. Czasem w jakichś mechanizmach coś się zapiekło, posmarowanie wazeliną sprawia, że można odkręcić. Wazelina zabezpiecza, konserwuje, jest bardzo przydatna. Także w medycynie, gdzie służy jako środek poślizgowy w szczególności w tych miejscach ludzkiego ciała, w których jej właściwości ułatwiają wnikanie.

Mimo tych wielu praktycznych korzyści z wazeliny zyskała ona również negatywne znaczenie metaforyczne. Mianem wazeliniarstwa w słowniku Doroszewskiego określa się schlebianie, nadskakiwanie, lizusostwo. A wazeliniarzem nazywa się osobę, która dla korzyści komuś pochlebia i usługuje. Oba słowa mają kontekst pogardliwy. Rzecz jasna każdy może wskazać z życia przykłady wazeliniarstwa i wazeliniarzy.

W uprawianiu wazeliny jest ciekawy czynnik teatralny. Bo wazeliniarstwo jest jednak udawaniem. Wazeliniarz musi zagrać swoją rolę. W skrytości może uważać obiekt swych pochlebstw za kogoś niegodnego, a jednak w żadnym razie nie wolno mu tego okazać. To byłoby przeciwne sztuce, jeśli tak można powiedzieć, wazeliniarstwa. Trzeba niezłego talentu aktorskiego, by być dobrym wazeliniarzem.

Ten, któremu się nadskakuje, podlizuje, schlebia, czyli podmiot wazeliniarstwa, też może grać w tym teatrze. Chyba że jest kompletnym amatorem i podoba mu się to, co wobec niego się wykonuje. Być może tak bywa najczęściej. Są jednak przypadki, gdy ktoś zdaje sobie sprawę, że jest „wazelinowany”, ale przystaje na to, bo na przykład czuje wtedy swoją władzę.

Do wazeliniarstwa, podobnie jak w teatrze, potrzeba widza. Można oczywiście uprawiać wazeliniarstwo tylko wobec osoby bezpośrednio zainteresowanej, ale efekt nie jest wystarczająco silny. Pochlebstwo lepiej smakuje, gdy jest wypowiedziane przy świadkach. Osoba, o której przychylność się zabiega, czuje dopiero wtedy całkowitą przyjemność. Tak, dobre wazeliniarstwo musi mieć publiczność.

Oczywiście wazeliniarz musi liczyć się z negatywnymi reakcjami otoczenia. Ale paradoksalnie im bardziej obiekt wazeliniarstwa jest silny, tym bardziej ewentualna krytyka wazeliniarza się chowa. Przecież wyśmiewanie wazeliniarza w obecności „wazelinowanego” naraża świadka na nieprzyjemności. Cóż z tego, że ma rację, iż ten teatr wydaje się żałosny, skoro chcąc nie chcąc odgrywa w nim też swoją rolę.

Jeśli uważacie, że formułuję te uwagi z jakiegoś konkretnego powodu, to rzecz jasna macie rację. Ale też wazeliniarstwo ma uniwersalne właściwości i nieprzemijającą trwałość. Dzisiaj może brzydzić albo śmieszyć postawa tego wazeliniarza, ale jutro innego. A pojutrze jeszcze innego.

Ciekawe, jaki skład ma ta wazelina.

882 odwiedzin

5 Comments

  1. Szkoda, że ten nieoczekiwany w tym miejscu wywód o wazelinie nie dla wszystkich ( czytaj: mnie ) jest czytelny.
    Może jakaś podpowiedź ?

    Reply

  2. Oj, nie będę dociekać, ani zgadywać, o kim mowa. W końcu wazeliniarz to taka niesympatyczna figura. Wszyscy stanowczo ją potępiamy, to oczywiste. Niewarta jest nawet wymienienia jej z nazwiska.
    Warto więc o niej w ten sposób pisać ?

    Reply

    • Warto pisać o postawie, bo bywa obrzydliwa, albo śmieszna. Nie musi to zresztą dotyczyć konkretnej osoby.

      Reply

  3. Cały Pana miniesej o wazelinie nakierowany był na tę niezidentyfikowaną przeze mnie osobę, i niech tak zostanie. Jakoś nie tak wyobrażam sobie pisanie o zjawisku, czyli osobie, której postawę chce się poddać krytyce.
    Ale – nie muszę mieć racji.

    Reply

Dodaj komentarz

Oznaczone pola są wymagane *.