Ja jako wół

Poprzedni mój wpis na temat końca świata krytyki sprowokował do polemiki pana Szymona Spichalskiego, redaktora i jednego z autorów portalu Teatr dla Was. Opublikował on felieton pt. Zapomniał wół, który pozwalam sobie w obszernym fragmencie zacytować:
„W pierwszej kolejności obrywa się naszemu serwisowi – TdW. Problemem ma być niski poziom poszczególnych tekstów, które ukazują się na stronie. Uderza mnie w tym ataku jedna rzecz. Niby Majcherek sam przyznaje, że ‘młodym ludziom chce się pisać o teatrze’, przywołując przy tym nawet cytat z Koeniga. Po chwili jednak pyta: ‘czy wszyscy musimy być tych wysiłków świadkami’. Tylko jaka inna forma sprawdzania tych tekstów byłaby lepsza? Czy piszący mają drukować swoje recenzje i przynosić je do pani nauczycielki od polskiego, żeby łaskawie oceniła? Kto ma im powiedzieć, co powinni poprawić, na czym się skupić? Czy zrobi(ł) to Wojciech Majcherek? Nie wydaje mi się. Nie każdy ma w dodatku talent do pisania tej miary co Kott czy Pomianowski, a nie ukrywajmy, że publicystyka też jest potrzebna. Krótkie teksty potrafią dotrzeć do odbiorcy równie skutecznie, jak rozbudowane analizy z dziesiątkami przypisów.
Majcherek słusznie spostrzega, że TdW pisze o rzeczach, o których inne serwisy nawet nie wspominają. Cóż, prawdziwy problem byłby wtedy, gdyby recenzje z Szalonych nożyczek pojawiały się w miesięczniku ,,Teatr”. A tak wszystko zostaje na swoim miejscu. Internet rządzi się swoimi prawami. Jestem też daleki od tego, by uważać e-teatr za jakiś ośrodek współczesnej krytyki. Wortal ten jest jednym z wielu, który i tak najczęściej publikuje teksty ze wspomnianej przez Majcherka ,,GW”, będącej de facto narzędziem Nowaków i Mrozków. Pytanie brzmi więc, komu należy podziękować za obecną sytuację. Zresztą, czy i wcześniej (np. w przedwojniu) nie ukazywały się głupie recenzyjki, będące bardziej sloganami reklamowymi wykupionymi przez sponsora niż rzetelną opinią? Dzisiaj nikt przynajmniej nie zatrudnia klakierów (to a propos Hallo, Szpicbródki), a krytykom nikt nie płaci pod stołem za to, by pisali pochlebne tyrady. Bo czy takie zjawiska nie byłyby dopiero rodzajem degrengolady? Za ‘zdychanie’ krytyki można też podziękować samym starszym piszącym, by przypomnieć chamski tekst Wakara na temat spektaklu W małym dworku Augustynowicz.
Zalew medialnych komunikatów robi się z każdą dekadą coraz większy. W końcu już w latach 30. ludzie byli przerażeni natłokiem reklam i informacji prasowych. Podobnie jest dzisiaj, gdy jesteśmy wręcz terroryzowani słowami ‘kryzys’ czy ‘Smoleńsk’. Gdy nagłówki gazet wołają ‘zamordował’, ‘zgwałcił’, stwarzając nam fałszywy obraz świata. I to bez względu na to, czy będą to serwisy społecznościowe (,,twarzoksiążka”) czy informacyjne. Koło się zamyka. Bo mimo tego, że Wojciech Majcherek tak ostro odnosi się do zastanej sytuacji, nie proponuje żadnego dla niej rozwiązania.
Pytania, które pojawiają się w przywołanych tekstach, są zwykłymi truizmami. Krytyka teatralna jest ofiarą tych samych procesów, które generalnie prowadzą do stagnacji nauk humanistycznych w ogóle. Ta dziedzina się przeobraża, szuka nowatorskich form wyrazu. Pojawiają się młodzi recenzenci, z którymi należy wiązać nadzieje. Przede wszystkim jednak należy przestać narzekać i wziąć się do roboty. (…) A przecież my, młodzi dwudziestoletni, mamy niewiele do stracenia. Skoro nikt nie daje nam gotowych recept, zacznijmy sami szukać odpowiedzi. Jeśli nas skarcą – zapytajmy, czemu. Starsi powinni z kolei pomóc w wyzwalaniu potencjału dorastającym recenzentom. W erze zalewu informacji trzeba zdobyć się na własną wybiórczość (może nawet przypadkowość) i łowić to, co pływa w zalewie chłamu. Byle tylko odpowiedzią na fatalizm nie było wtórowanie mu. Śniadecki swojego czasu był przecież gotów wręcz spalić na stosie Brodzińskiego…”

Szanowny Panie Szymonie,
słusznie Pan zareagował z irytacją na mój tekst. Też bym się zdenerwował, gdybym był na Pana miejscu. Stary wół krytykuje moją robotę, a przecież ja dopiero zaczynam, uczę się i potrzebuję wsparcia. Ale ma Pan w ten sposób jedną z lekcji krytyki: ja się czepiam, ale mnie też mogą się czepiać, może nawet niesprawiedliwie. Niestety krytyka najczęściej bywa niesprawiedliwa. Mój wpis na blogu wziął Pan do siebie, ale akurat, wybaczy Pan, nie sprawa poziomu tekstów publikowanych w Teatrze dla Was (i następnie zamieszczanych w e-teatrze) jest głównym tematem. Chodziło mi bowiem przede wszystkim o poruszenie problemu, który Pana i Pana kolegów może dotykać tak samo, jak moich kolegów. Nie wiem, jak Pan sobie wyobraża swoją przyszłość, ale w normalnej sytuacji rozwój Pana kariery powinien wyglądać tak: praktykuje Pan pisanie recenzji w portalu Teatr dla Was, pisze Pan na tyle dobrze, że zauważa to redaktor działu kultury jakiegoś tygodnika. Proponuje Panu napisanie pierwszej recenzji. Tekst się podoba i jest publikowany. Zaczyna Pan współpracę. Tygodnik jest na tyle bogaty, że funduje Panu delegacje do różnych teatrów w Polsce, żeby Pan zobaczył, co się tam dzieje (i nie tylko w dwóch, trzech najgłośniejszych teatrach, które obstawiają też Pana koledzy po piórze, ale również w mniej uczęszczanych miejscach, bo a nuż i tam coś ciekawego słychać). Jeździ Pan po kraju nie tylko dla swojej przyjemności, ale przede wszystkim, bo tego oczekują twórcy pracujący poza centrami, ale także, by zaspokoić zainteresowania czytającej publiczności. Wykonuje Pan po prostu ważną i ciekawą pracę. Z czasem zyskuje Pan pozycję i szacunek, nawet jeśli niektórym artystom zalazł Pan za skórę niepochlebnymi ocenami. Pana opinie są konfrontowane z recenzjami kolegów i koleżanek, którzy tak jak Pan zaczynali w portalu Teatr dla Was, a pracują dla innych opiniotwórczych tygodników i dzienników. Piszecie też do fachowej prasy teatralnej, co oczywiście ma swój prestiż, ale przecież liczy się większy zasięg i odbiór prasy niespecjalistycznej. Z czasem być może pisanie recenzji Panu się znudzi, bo jest to trochę zajęcie jak dla sportowców – kondycję ma się do pewnego wieku. Wtedy może się Pan zająć historią teatru, pisaniem książek, nauczaniem na którymś z dziesiątków wydziałów teatrologicznych, może Pan zostać dyrektorem jakiejś ważnej instytucji.
Tak powinna wyglądać tzw. ścieżka kariery. Ale teraz musi Pan się dowiedzieć, że wszystko na to wskazuje, iż Pan takiej kariery nie zrobi. Nie dlatego, że Pan jest niezdolny. Po prostu nie ma tych miejsc, gdzie Pan mógłby się realizować. Nie ma takiego tygodnika, który by zaoferował Panu komfort: własną rubrykę teatralną i do tego jeszcze pieniądze na porządne jej uprawianie. Nie ma redakcji dziennika, która by chciała Pana recenzje z każdej ważniejszej premiery, nie tylko tej, która zapowiada się na skandal albo w której grają serialowi aktorzy. I o tym problemie usiłowałem napisać. To jest w tej chwili również Pana problem, a nie tylko moich szanownych kolegów, którzy potracili pracę.
Pisze Pan, że nie formułuję żadnego wyjścia z tej kryzysowej sytuacji. Ma Pan rację. Ale nie robię tego z prostego powodu: bo nie wiem. Mogę oczywiście pocieszać się nadzieją, że przyszłość przyniesie jakiś przełom. Że prasę drukowaną zastąpi internet, w którym będzie można w sposób profesjonalny uprawiać dziennikarstwo, również krytykę teatralną. Może portal Teatr dla Was uzyska jakieś stabilne finansowanie, dzięki któremu Pan i koledzy będziecie mogli robić to, co mam nadzieję was interesuje, z pożytkiem dla odbiorców – zarówno artystów, jak i publiczności teatralnej.
Nie zazdroszczę jednak Panu momentu, w którym zaczynacie swoją drogę zawodową. Ja jako wół nie będę przypominał mojego czasu cielęctwa, gdyż tylko mogę Pana zdenerwować. Bo kiedy ja startowałem w samym początku lat 90. miałem ogrom szans i możliwości – nieporównywalnych z tym, co dzisiejsza rzeczywistość oferuje Pana generacji.
Ale może nie ma co załamywać rąk. Coś się zawsze da robić. Jeśli koniecznie chce Pan jakiejś rady, to mogę tylko sformułować ją bardzo ogólnie: proszę dużo oglądać, dużo pisać i dużo czytać. Poza tym wszystkiego dobrego w 2013 roku.

717 odwiedzin

12 Comments

  1. każda działalność pro publico bono jest bardziej pożyteczna społecznie od popierania kradzieży intelektualnej („Nieskończona historia”) i wydawanie się („Teatru”) u wydawcy („Instytutu Książki”) promującego nagrodę imienia donosiciela (poprzez fundację W. Szymborskiej)

    Reply

  2. i PS na facebooku: Zgoda, jak rzadko z Majcherkiem, ale tylko pod warunkiem uznania jego wkładu do upadku – jako radiowca i telewizyjnego decydenta. Poza tym, nie jest prawdą, że recenzji jest mało, bo jest mnóstwo i wszędzie, ale na ogół nie spełniają warunku bycia krytyką; bywają reklamą (!), ideologicznym manifestem, popieraniem swojego. Zjawisko jest pochodną ogólniejszego zjawiska, którym jest upadek mediów poprzez ich s ł u ż a l s t w o , brak mentalnej niezależności i chęć zapewnienia sobie bytu blisko źródeł rozdających konfitury. I dobrze! Teatrowi nie jest potrzebna wazelina, potrzebny jest ruch myśli i wolność słowa, a ten może być (do czasu?) tylko w internecie…. A „Teatru” nie czytajcie, bo się skompromitował nagradzając plagiat i propagując kolesiostwo…
    I: Wojtek ewidentnie zakłamuje rzeczywistość (w odpowiedzi S.). Pism i recenzentów jest dzisiaj pięć a może d z i e s i ę ć razy więcej niż w latach 90-tych (wystarczy przejść się po EMPiKu i sprawdzić), co nie znaczy, że to co piszą – także w internecie i Nowej Sile Krytycznej – ma wiele wspólnego z krytyką. Redaktorzy zamawiający (WM sam do nich należy) wyrzucają publiczny grosz na głupstwa, dlatego nie mają na ambitne pisanie. Ale problem nie w pieniądzach i ich braku, ale w kompetencjach i ICH BRAKU, oraz uprawianiu reklamy i marketingu zamiast analizy i krytyki. Wojciech Majcherek ma w tej dziedzinie niezaprzeczalne zasługi… Kurtyna. Spada ze wstydu.

    Reply

  3. „Redaktorzy zamawiający (WM sam do nich należy) wyrzucają publiczny grosz na głupstwa, dlatego nie mają na ambitne pisanie” – czy mógłbyś konkretnie wyjaśnić ten zarzut? Ja nie pracuję w redakcji żadnego pisma. A jako redaktor TVP Kultura na jakie głupstwa, Twoim zdaniem, wyrzucam publiczny grosz?

    Reply

  4. telewizja „publiczna” jest w istocie telewizją p a r t y j n ą i jako taka nie zasługuje na nasze – obywateli – pieniądze. Bo KŁAMIE !
    Twego kanału od dawna nie oglądam, ale konkrety podawałem już parę razy przy okazji wcześniejszej rozmowy – przez Ciebie sprowokowanej postulatem – byśmy „nie narzekali”, tylko robili „jak Lupa”, więc nie będę odgrzewał kotleta (wtedy podawałem długą listę spektakli pomijanych w telewizorze – dziś, także z powodów pustek w kasie, ta lista się wydłużyła).
    Od tamtej pory zmieniło się to, że „robimy” znacznie lepiej od Lupy, ale system pozostał… Aha, i jeszcze to, że koszty produkcji tej durnej telewizji przekroczyły już wszelkie ekonomiczne granice.
    Uważam, że już dawno powinni Was sprywatyzować (skoro nie da się rozwiązać i zaorać), bo wycierając sobie usta „misją” spełniacie zachcianki możnych i, jak za Gierka, dostarczacie opium dla mas w postaci „wydarzeń”, czyli lansu – bo sztukę dziś każdy znajdzie w internecie.
    Ale to długo nie potrwa

    Reply

  5. Rozmowa z Tobą jest bardzo trudna, ponieważ Ty nie lubisz konkretów i faktów. Jeśli uważasz, że w sieci „każdy znajdzie sztukę”, to gdzie w intenecie można obejrzeć np. całą, profesjonalną rejestrację „Braci Karamazow” Opryńskiego (ostatnia premiera Kultury)? A jeśli jesteś takim zwolennikiem prywatnych telewizji, to wskaż mi, w której są emitowane spektakle Teatru TV i która dokonuje rejestracji spektakli teatralnych?

    Reply

  6. Panie Wojciechu,

    Realizacja „Braci Karamazow” przygotowana przez TVP Kultura jest bez trudu dostępna w sieci. Ktoś nawet pokusił się o dołączenie do niej zapowiedzi Łukasza Drewniaka w osobnym pliku.

    Reply

    • Tylko że ten, kto umieścił ten spektakl w sieci, zrobił to nielegalnie, ale co ważniejsze: nie on to przedstawienie zarejestrował. W internecie mogą być wszystkie nasze rejestracje, ale nie byłoby ich, gdyby wcześniej TVP Kultura ich nie zrealizowała i nie wyemitowała.

      Reply

  7. Rozmowa ze mną „jest trudna”, bo ja coś wiem. Staram się nazywać rzeczy po imieniu i unikać demagogii.
    Otrzymałeś konkretną odpowiedź…
    Zamiast podkreślać co zrobiłeś (przepraszam za stosowanie odpowiedzialności zbiorowej – to skrót myślowy), za co bierzesz pensję i czego Ci nikt nie odbiera, może warto pomyśleć, co zrobić mogłeś a zaniechałeś (zważywszy możliwości: słyszalność i „autorytet”), co?
    Np. :
    -w sprawie realnej oceny skutków nadużycia społecznego (autentycznego!) niezadowolenia wyrażonego w osławionym (i pełnym hipokryzji) „liście”,
    -finansowych skutków uprawiania „awangardy” a’la Lupa i jego samego,
    -kłamstw Twojego kolegi (i zapraszającego do radia?) Jacka Wakara, który w II programie na żywo tolerował dyrdymały prezydenta Paszyńskiego o artystach „starających się o Dramatyczny”, mimo, że wiedział o moim wniosku do prokuratora i zna mój telefon dla sprawdzenia (w kontekście głupstw jakie wypisywałeś o innym koledze, od którego nie jesteś zależny – a mógłbyś być etycznie i zawodowo, w sensie umiejętności uprawiania dziennikarstwa),
    -skandalicznej rekomendacji (to akurat „słyszałem”, tzn. czytałem) jakiej udzieliłeś kradzieży własności intelektualnej, sposobowi w jaki się tłumaczyłeś i milczeniu wobec postawy swej, kiedyś macierzystej redakcji, która nagradzając plagiat sięgnęła bruku i wypadła poza jakiekolwiek standardy cywilizowanego dziennikarstwa.
    …O, takie sobie przykłady konformizmu tylko z ubiegłych paru miesięcy.
    Nie rób tego, nazwisko ma się tylko jedno (Janusz na wszystko nie zapracuje), a pamiętam, jak publicznie „zazdrościłeś” starszemu bratu, że „u niego koledzy…” itp. A przecież chodziło tylko o odróżnianie prawdy od kłamstwa (I prof. Raszewski też tego uczył) i NIC SIĘ NIE ZMIENIŁO, tylko indywidualne postawy.

    Reply

  8. Zrozumiałem po trzydziestu latach ogrom swych win, a właściwie mych win. Tatusiu, mamusiu. Tak, to ja zjadłem kiełbasę w Wielki Piątek. Wstydzę się swego czynu. Zjedzenie kiełbasy uplanowałem sobie o wiele wcześniej wraz z Jasiem i Pawełkiem. Mój niski postępek, kochany tatusiu, nie może być usprawiedliwiony. Zjadłem kiełbasę z łakomstwa. Nie byłem głodny. Dzięki twej trosce, tatusiu, miałem w dzieciństwie do syta chleba. Często otrzymywałem drobne pieniądze na łakocie. Mimo to zbłądziłem.

    Reply

  9. cytaty, „copy-past’y” i produkcje, których nikt nie ogląda (bo może „bezprawnie” zrobić to w internecie kiedy chce). Czyli zero odpowiedzialności i stara śpiewka w sprawie ACTA.
    Stwierdzam, że Majcherek, mimo, że młodszy, ma już tak przetrawiony umysł, że pozostaje mu tylko propagowanie (także przed swymi studentami) „ścieżki kariery”, jako ciągu na szkło i etatowe pensje i przywiązanie do przekaziora, który właśnie – w skandalicznej atmosferze – schodzi ze sceny zastępowany (wszędzie, tylko nie u nas) nowymi technologiami…
    Wyprodukowałeś, zjadłeś i … biegiem do kasy.
    Znowu należy się z Tobą zgodzić.

    Reply

  10. Jacku, Jacuńciu! Dla miłości
    Boga Ojca jedynego,
    Nie nudź też tak bez litości;
    Bo nim przyjdzie co do czego,
    Tak udręczysz, tak utrudzisz,
    Tak wymęczysz, tak wynudzisz,
    Że aż krew się w żółć przemienia.
    *
    Już to ja tak z urodzenia.

    Reply

  11. to prawda, że Ty t a k , ale raczej z zasiedzenia (nie poddanego społecznej, tylko polityczno-poprawnej kontroli), i dlatego „nudzi”, bo głosy rozsądku i rachunku ekonomicznego zagrażają – tym, których milcząca większość zwie lemingami, tzn. bezrefleksyjnymi przeżuwaczami tego, co się im daje do uwierzenia poprzez szkiełko i papier do pakowania śledzia.
    „A jeśli jesteś takim zwolennikiem prywatnych telewizji, to wskaż mi, w której są emitowane spektakle Teatru TV i która dokonuje rejestracji spektakli teatralnych” – A dlaczego miałyby to robić, jeśli ludzie głosują pilotem? Dla 3 mil bezmózgowców, którym się „Boska” podoba?
    Weź pod uwagę Wojciechu, że wyprodukowałeś za publiczne pieniądze, publiczności się o zdanie nie pytając – za to wydając miliony!
    Gdybyś mnie zapytał, to bym Ci wskazał, że ten bryk z lektury Dostojewskiego jest dużo mniej wartościowy niż np. interpretacja dokonana w AT przez Gajewskiego (przykłady mógłbym mnożyć). Dlatego, gdyby Was, z Waszymi pensjami pogonić do uczciwej roboty, to i dla „internetu” (niezależnych producentów) by starczyło. PRZEJADACIE WSPÓLNY GROSZ i jeszcze chcecie, by Was chwalić, mimo, że zlikwidowaliście konkurencję. ACTA pokazało, że obywatele potrafią się upomnieć o swoje prawa, ale nie wyciągnęliście z tego żadnych wniosków. Dopóki nie przestaniecie z a w ł a s z c z a ć publicznych pieniędzy, dopóty gadanie o „kradzieży w internecie” będzie tylko dowodem niezrozumienia zmian, jakie następują we współczesnym świecie (sposobach komunikowania się Obywateli). I PRZEJAWEM STRACHU O POSADĘ. To rozumiem.

    Reply

Dodaj komentarz

Oznaczone pola są wymagane *.