Dzień Teatru 2020

Obiecałem sobie, że nie napiszę nic na wiadomy temat. Że nie będę mędrkował, co będzie i jak będzie. Ani nie będę dowcipkował, żeby stworzyć pozór spokoju. Jest takie powiedzenie, że jeśli facet zachowuje spokój w trudnej sytuacji, to znaczy, że nie ma wyobraźni, jak jest trudna. Może czasami lepiej nie mieć za dużej wyobraźni.

Ale gdybym się trzymał twardo tego postanowienia, że nie napiszę nic o tym, o czym wszyscy piszą i wszyscy to czytają, to nie wiadomo, kiedy bym coś napisał. A dzisiaj jest Dzień Teatru, wypada go jakoś obejść, ale jak go świętować udając, że nie ma tego, co jest?

Mamy więc wyjątkowy Dzień Teatru, w którym żaden spektakl nie zostanie zagrany. Nigdzie na żywo nie spotkają się aktorzy z publicznością. Owszem, teatry intensywnie próbują podtrzymywać swoją działalność w tzw. sieci, udostępniają własne zapisy przedstawień, czy też dawniejsze i nowsze rejestracje, dokonane przez telewizję (mam tu pewną sentymentalną przyjemność, ponieważ przy wielu z nich pracowałem). Do tego dochodzą niezliczone inicjatywy aktorskie, by coś czytać, prezentować, jakoś realizować tę przemożną potrzebę kontaktu z widzami. Ale powiedzmy sobie szczerze: to jest tylko namiastka, jedyna możliwa w tym trudnym czasie, która jednak nie zastąpi prawdziwego teatru.

Zwykle na Dzień Teatru następował wysyp premier. Zanim jeszcze ogłoszono kwarantannę, siedziałem nad kalendarzem i kombinowałem, co i w jakiej kolejności obejrzeć. Matka w Nowym w Poznaniu, Matka Joanna od Aniołów w Narodowym, Powrót Tamary w Studio, Kwartet w Ateneum, Wyzwolenie w Gardzienicach. Można sobie teraz tylko wyobrazić te inscenizacje i żywić nadzieję, że kiedyś uda się je naprawdę zobaczyć. Choć diabli wiedzą, czy będą miały one taki sam sens. Bywa tak, że teatr trafia w swój czas, a bywa że mija się z nim całkowicie.

Równocześnie codziennie przychodzą wiadomości o kolejno odwoływanych czy przekładanych festiwalach. Padły już marcowe imprezy, niektóre w trakcie trwania. Jeszcze 8 marca byłem na Magnolii z Wrocławskiego Teatru Współczesnego w ramach Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Łodzi. Następne spektakle planowane w programie już się nie odbyły.  Teraz znikają majowe festiwale: Kaliskie Spotkania Teatralne (jubileuszowa edycja – 60!), Warszawskie Spotkania Teatralne (40 edycja), Międzynarodowy Festiwal Kontakt w Toruniu (25 edycja). Wiosna to był zawsze czas festiwalowy. W tym roku nie będzie.

Na siłę szykowana jest tylko jedna impreza –  ta na 10 maja. Ale to teatr jednego aktora i może mu zabraknąć widzów.

Oczywiście z każdą odwołaną premierą, festiwalem, imprezą wiążą się nie tylko straty przyjemności, ale całkiem realne szkody materialne. Aktorzy, teatry nie pracują, więc i nie zarabiają. Krytycy teatralni również. Jedziemy (a właściwie nie jedziemy) na tym samym wózku, co reszta społeczeństwa, ale czy to jest jakaś znacząca pociecha? Co gorsza można się spodziewać, że jak to zwykle bywa w kryzysowych sytuacjach, cała sfera kultury będzie na końcu do ratowania.

Nie mam zamiaru bawić się w domorosłego proroka i przewidywać, jakie będą dalsze konsekwencje tego, co się stało. Zawsze w takich okolicznościach przypomina mi się powiedzenie Kisiela o tym, że ludzie dzielą się na pesymistów i optymistów. Pesymiści twierdzą, że jest tak źle, że gorzej być nie może. Optymiści twierdzą, że może… Sami zdecydujcie, do kogo się zaliczacie.

A na Dzień Teatru 2020 wypada życzyć tylko jednego: zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia!

444 odwiedzin

Dodaj komentarz

Oznaczone pola są wymagane *.