Mali terroryści

Świat się boi terrorystów spod znaku Al Kaidy, a w naszej wsi spokojnej oni już są. Nie wylądowali helikopterem, ale przyjechali dobrymi samochodami. Nie chodzą w turbanach. Noszą ładne ciuszki, starannie dobrane pod względem kolorystycznym. Nie mają też bród, bo jeszcze zarost im nie wyrósł. Z miejsca opanowali teren. Nie zaznasz spokoju. Gdy się pojawiają, z pewnością bezceremonialnie przerwą ci rozmowę. Sami mówią tylko tonem rozkazującym: zrób, kup, przynieś. Nie znoszą sprzeciwu. Dlatego ich opiekunowie wykonują wszystkie rozkazy. Odmowa kończy się bowiem krzykiem, płaczem, histerią, atakiem szału. W oczach starszych widać wtedy strach, jaki wzbudza zawsze ktoś silniejszy, o kim wiemy, że

Czytaj dalej

Stachura

Wspomnienia o Stachurze z okazji 30 rocznicy jego śmierci przypomniały mi, że ja też swego czasu byłem miłośnikiem jego twórczości i fascynowała mnie jego legenda. Zacząłem go czytać pewnie w najlepszym momencie, bo na początku lat 80., gdy pośmiertnie stał się idolem smutnej młodzieży i wszelkiej maści grafomanów. Najbardziej podobała mi się proza Stachury. Przeczytałem chyba wszystko: te pierwsze dwa tomy opowiadań, „Całą jaskrawość”, „Się”, „Siekierezadę”, „Wszystko jest poezja”. We wczorajszym tekście Dariusza Nowackiego o Stachurze z „GW” wyczułem odrobinę lekceważenia dla Stachury. Z ironią Nowacki odnosi się do przejawów Stachuromanii z lat 80. Tak jakbyśmy wspominali modę, która po

Czytaj dalej

Wakacje nad Bałtykiem

To dobry temat na felieton: narzekania na urlop nad Bałtykiem. Zaczyna się od pogody. Że jej zwykle nie ma. Pada i wieje. Potem że tłumy ludzi. Badziewie na straganach. Drożyzna. Jagodzianka: 2,50 zł. A nawet jeśli jakimś cudem jest pogoda, to woda w morzu zimna. A jak już znajdziesz swój kawałek plaży i w promieniu kilkudziesięciu metrów nikogo nie ma, ułożysz się na kocyku, to zaraz nadlatuje jakieś robactwo i atakuje cię gorzej niż Japończycy Pearl Harbor. Ach, te muchi – bynajmniej nie są tak metafizyczne jak w wierszu Miłosza parafrazującego księdza Bakę. Ale mimo tego wszystkiego plaże nad Bałtykiem mają

Czytaj dalej

Jeszcze o Zapasiewiczu

Nie mogę być dzisiaj na pogrzebie Zapasiewicza. Ale myślę o nim. Usiłuję sobie przypomnieć, kiedy widziałem go po raz pierwszy na żywo na scenie. I to był chyba „Kubuś Fatalista” w reż. Zatorskiego w Teatrze Dramatycznym. Koniec lat 70. Chodziłem dość często do teatru ze szkołą. „Kubuś” to był wielki hit. Rzeczywiście nie przypominał niczego, co wtedy oglądało się w teatrze. Przede wszystkim zaskoczył mnie umownością. Dekoracji prawie nie było. Aktorzy grali na luzie. Niebywale śmieszyły mnie ich gagi. A Kubuś Zapasiewicza był taki śmieszno-mądry, przewrotny. Pana grał Zygmunt Kęstowicz, którego znałem z telewizji, z „Pory na Telesfora”. Zobaczenie aktora znanego

Czytaj dalej

Wanat

Wczoraj minęła 13 rocznica śmierci Andrzeja Wanata. Był moim profesorem w Szkole Teatralnej. U niego chyba mieliśmy najcięższy egzamin – pytał z Czechowa. Rozmowa zaczynała się od testu ze znajomości opowiadań i sztuk. Wanat otwierał na chybił trafił któryś z dwóch tomów opowiadań, czytał kawałek i kazał zgadnąć, co to za utwór. To samo ze sztukami. Czytał tylko kwestie bohaterów bez podawania ich nazwisk czy imion. Jeżeli przeszedłeś ten test, dopiero zaczynał pytać o problemy twórczości Czechowa. Pamiętam, że dostałem czwórkę. Ale wiele osób oblało. A potem przez sześć lat był moim szefem w redakcji „Teatru”. Gdy umierał miał 55

Czytaj dalej

Majcherek kontra Majcherek

Zbieżność nazwisk bywa utrapieniem. Nazwisko Majcherek może nie jest szczególnie popularne, ale „jest nas kilku”. Np. emerytowany aktor Starego Teatru Henryk Majcherek. Jego koledzy nieraz dopytywali się mnie, czy jestem synem Henia. A ja, owszem, jestem synem Henia, ale nie tego. Żeby było śmieszniej, w latach 70, gdy mieszkaliśmy w Szczecinie Henryk Majcherek aktor bywał u nas w domu i kolegował się z moim ojcem. Gorzej ma mój brat (pomyłki między nami też można opowiadać jak anegdoty). Jak wiadomo jest znany publicysta polityczny Janusz Majcherek. Do brata kiedyś zadzwonił pewien znany swego czasu działacz polityczny i zachęcał do wstąpienia do

Czytaj dalej

Reaktywacja Świrgoni

Nie jestem na tyle młody, żebym nie pamiętał Waldemara Świrgonia (o którym jakiś czas temu czytałem, że zmarł), Kazimierza Żygulskiego albo niejakiego Nawrockiego (którego imienia zapomniałem). A cóż to za figury? Ano, to byli ludzie związani z władzą w okresie stanu wojennego, którzy odpowiadali za tzw. odcinek kultury. Krótko mówiąc w imieniu np. wydziału kultury KC albo ówczesnego ministerstwa kultury i sztuki na ogół łajali artystów za złe zachowanie się w stanie wojennym. Łajali to mało, bo przecież byli panami życia, a więc mogli wyrzucać dyrektorów teatrów, rozwiązywać organizacje twórcze, nie pozwalać pracować, jednych forować, drugich skazywać na milczenie. I

Czytaj dalej

Któż tu w końcu zostanie?…

„Straszna rzecz! – odezwał się doktór. – Ci giną, wy wyjeżdżacie… Któż tu w końcu zostanie?…  – My – odpowiedzieli jednogłośnie Maruszewicz i Szlangbaum. – Ludzi nie zabraknie… – dorzucił radca Węgrowicz.” Jeżeli w jednym tygodniu odchodzą tacy ludzie jak Kołakowski i Zapasiewicz, to może to jest przypadek, ale jakaś bolesna symbolika za nim się kryje. Nie chodzi tylko o to, że kawał polskiej kultury umarł. Straciła ona niemal jednocześnie dwóch najwybitniejszych w swoich dziedzinach przedstawicieli. Ale  traci też kunszt myśli i kunszt wyrażania czy też przekazywania myśli. Obaj przecież byli Panami Cogito. Przywoływanie w takich razach paru zdań z zakończenia „Lalki” stało

Czytaj dalej

Zapasiewicz

Jak to jest, że tak wielu ludzi teatru umiera latem? Zwrócił mi uwagę na to Maciej Englert. Pewnie nie da się racjonalnie tego wytłumaczyć, ale może po prostu lato wybija aktorów z rytmu pracy, tej codziennej adrenaliny grania. Zapasiewicz umarł podobno na raka, którego ledwie kilka dni temu wykryto. Wielu ludzi zachodzi w głowę, jak to było możliwe. Pina Bausch również umarła w podobnych okolicznościach. Niespodziewany werdykt lekarza i w kilka dni potem koniec. Kiedy wieczorem we wtorek ta wiadomość przyszła, miałem włączony TVN24. Oczywiście informacja pojawiła się niemal natychmiast. Opatrzona adnotacją: pilne. I przez godzinę z okładem nieustannie przesuwały

Czytaj dalej

Plan Hausnera dla kultury

Przeczytałem ów osławiony raport Hausnera dotyczący zarządzania i finansowania kulturą. Dokument ma być dyskutowany na Kongresie Kultury w Krakowie we wrześniu i stać się podstawą ewentualnych reform.  Z tego potoku ekonomiczno-technokratycznej ględźby jeden postulat wyłania się wyraźnie i zapewne rozpali spór. W skrócie rzecz ujmując: Hausner sugeruje, że władza publiczna powinna ograniczyć swój udział w finansowaniu kultury na rzecz wszelkich podmiotów społecznych, a przede wszystkim prywatnych. Wiara, że w Polsce są prywatni fundatorzy kultury, tylko swoich aspiracji nie mogą realizować z powodów prawno-biurokratycznych, przyświeca całemu dokumentowi. Otóż jest to przejaw gorliwej naiwności, która cechuje różnego rodzaju maści neofitów, także tych, którzy socjalistyczną ekonomię zamienili na

Czytaj dalej